Raz zostaliśmy oboje wspólnie oddelegowani na pewną konferencję, plułem sobie w brodę, że do tego doszło. Inna wersja, która krążyła mi po głowie - to czysta i zamierzona złośliwość wycelowana w moją osobę przez zwierzhników. Na owej, kiludniowej konferencji jak to zwykle bywa, w godzinach późniekszych jest tzw. wieczorek zapoznawczy i potańcówa (piszę zwyczajowo, by nie było niedomówień). Dziewucha ucieszyła się na samą myśl i zaproponowała mi wieczór razem... Odmówiłem, z kilku względów, o których za chwilę.
To nie był pierwszy raz z cudzą babą - było tego wiecej, i zawsze odmawiałem. Jakiś czas temu nie odmówiłem i miałem przez to całe zajście tylko nieprzyjemności i zszargane nerwy - pierwszy przyczynek, dlaczego odmówiłem "koleżance" z pracy.
Nie mam sobie nic do zarzucenia ani od strony fizycznej jak i psychicznej, finansowo jakoś tam stoję (nie znaczy to, ze jestem biedny). Piszę to, ponieważ mam zaszczyt dostąpić tego, iż niewielę się muszę starać (czasem myślę, ze wystarczy siedzieć cicho i nie mówić nie) by jakąś tam cudzą żonę urobić. Natomiast daklszy wymiar owego zaszczytu przejawia się w tym, że wolne panny mnie albo unikają albo olewają, albo szkodują i gówno z tego. Reasumując - u wolnych do tej pory szans nie mam, natomiast jeśli ktoś zauważy mnie w obecności swojej żony, która będzie z uwagą mnie słuchała, niech ją lepiej obserwuje
- drugi przyczynek, odmówienia koleżance.
Psychicznie po takich "akcjach" jestem kłębek nerwów i mam ochotę powybijać całe babskie plemię (serio), za calokształt.
Ostatnio utrzymuję kontakt z pewną dość ciekawą osóbką, chyba jest mną zianteresowana i jest wolna. Jak coś zaczęło m-dzy nami iskrzyć, to w pogawędce z kumplem założyłem się, że i tym razem nic mi nie wyjdzie (następonym razem zakładam się o dobra materialne). Zgadnijcie co - trafiłem! Wygrałem! I się bardzo censored cieszę!!! Wprost sikam radością na boki! Dziewczyna powiedziała mi, że nie czuje się gotowa, sratatata, etc, ple ple ple i jestem fajny gość, zle to chyba nie to. censored, myślałem, że ją ucałuję z radości! Tak, tak byłem pewien tego!
Co nieco mi spokojniej na duszy.
To wszystko sprawia, że naprawdę nie chce mi się już z żadną umawiać, nie traktuję bab poważnie, a o małżeństwie nawet nie myślę (po co, jak i tak skoczy do cudzego wyra). Czasem zastanawiam się, a moze jednak nie odmawiać kobietom, decydować się na los? A co mi zalezy czy cudza, ważne by była. Przykre to jest i dołujące.
jakiś czas temu, gdy umówiłem się kolejny raz z dziewczyną, a ta mi po jakimś czasie odmówiła twierdząc że jestem fajny i takie tam pierdoły, nie wytrzymałem <wsciekly> i powiedziałem co myślę, a mianowicie - wszystkie jesteście takie same, szukacie księcia z bajki a na ludzi zwykłych nie zwracacie uwagi, a kończycie w objęciach świńskiego ryja obciętego na łyso i jeżdżącego BMW, w dupach się wam poprzerwacałoo i trzeba was krótko trzymać. Jak który ma pieniądze to już jest kochany, jak nie ma a haruje jak wół to jest frajer i looser. Sam zarabiam takie pieniądze, że 5 takich jak ty mogę sobie wokół palca owinąć jak kupie sobie furę dla faceta w kryzysie wieku średniego.
Dziewczyna zrobiła oczy jak nie wiem co i wybiegła czym prędzej. Jak mi się ch0olernie głupio zrobiło. Jestem porywczy i raptus, ale do czegoś takiego się jeszcze nigdy nie posunąłem. Z drugiej strony po iluś tam koszach i 27 na karku sam się nie dziwię, ze tak postapiłem. Tak po prostu, się nawarstwaiło lat pare.
P.S. Mam jeszcze dwie koleżanki stanu nie wolnego, poza pracą, które bez większego wysiłku... wiecie o co chodzi.
I tu stawiam pytanie, jakie zadałem w tytule.



Jedyna stała w życiu to zmiana
cieszę!!! Wprost sikam radością na boki! Dziewczyna powiedziała mi, że nie czuje się gotowa, sratatata, etc, ple ple ple i jestem fajny gość, zle to chyba nie to.