Moja sytuacja jest dość skaplikowana gdyż jestem mężatką mam 2 wspaniałe córki w wieku 7 i 4 lat i pomyslicie zapewne czegóż mogę więcej chcieć od życia.Opowiem Wam od początku,mam nadzieję że nie zanudzę.
Jestem już 8 lat po ślubie,zawsze byłam przez męza traktowana jak ktoś gorszy,poniżana,wykożystywana,manipulowana,ale cały czas miałam nadzieję że coś się zmieni,lecz to tylko moja naiwnosć,przypadkiem dowiedziałam się z internetu że tkwie w toksycznym związku,od którego nie potrafię się uwolnić,gdyż mam za mało wiary w siebie.
Rok temu mój mąz otwarł własną działalność i wtedy pokazał mi swoją prawdziwą nature,w ogóle nie interesował sie mną i dziecmi,wiecznie wstrzynał awantury o byle co,nic mu sie nie podobało cokolwiek bym zrobiła,byłam już tak psychicznie wykończona, zabił we mnie poczucie mojej wartości że nie potrafiłam mu się przeciwstawić.
Aż w marcu tego roku będąc z koleżanką w barze spotkałam po 15 latach niewidzenia swoją 1 z dawnych lat miłośc,fakt była ona nieodwzajemniona,ale spotkawszy go po tylu latach obudziła sie we mnie sympatia do niego.
Siedzieliśmy w tym barze dość długo,ja w pewnym momencie załapałam doła,mało co się odzywałam,ale widziałam że on jest mną zainteresowany(te jego spojrzenia na mnie).
Zdobyłam przypadkiem od jego kolegi którego też przypadkiem znalazłam na GG,jego numerGG,na początku trudno mi było się przed nim otworzyc,mówić o moich problemach,bo tak naprawde go nie znałam.Z biegiem czasu zdałam sobie sprawe że coraz częściej o nim myślę,że on daje mi siłe w walce z moim mężem,z którym odważyłam sie porozmawiać,dajac mu jeszcze jedna szanse ktorej pozniej i tak nie wykozystal,teraz zaluje bo moglam go wtedy spakowac i po prostu wyrzucic z domu,ale na wzglad dzieci łudziłam sie ze maz sie zmieni.
W trakcie jednej z rozmowy przez gg z tym chłopakiem pod wplywem impulsu napisałam mu że że dodał mi odwagi w podjęciu decyzji o roztaniu z mezem,odp. mi że do odważnych swiat należy,napisałam mu ze winna mu jestem za to browara,puscił mi emota
prawde mowiac nie znalam znaczenia tej emotki myslalam ze jest to glupi ironiczny usmiech,wiec pozniej zmienilam front rozmowy kiedy sie mnie pytal,czy chce go odwiedzic w pracy napisalam mu ze i tak wiem ze nie bede przez niego mile widziana.Pozniej kiedy dowiedzialam sie co ten emot oznacza wyslalam mu smsagdzie napisalam mu ze tak naprawde nie to chcialam powiedziec,ze przez tego emota ktorego znaczenia nie zrozumialam zmienilam front rozmowy,ale niestety nie odp mi na niego.Pozniej jeszcze pare razy rozmawiałam z nim przez gg,ale nasza rozmowa toczyła sie na plaszczyznie przyziemnych spraw.Ja coraz czesciej zaczelam o nim myslec,stal sie moja obsesja,az ktoregos razu nie wytrzymalam i wtrakcie naszej rozmowy przez gg napisalam mu ze zawsze bede miala go na dnie mego serca mimo tylu lat,pamiec o nim bedzie w nim zawsze,odp mi aha,ok,pozniej pytalam czy to idzie w druga strone,ze pytam szczerze odp mi ze chyba raczej nie,chyba pomyslalam to takie niezdecydowane,wiec pisze mu ze mam to rozumiec ze nie mam na co liczyc z jego strony odp mi ze jak ja sobie to wyobrazam przeciez mam meza i dzieci,powiedzialam ze fakt,ale dla mnie zwiazek malzenski to nie wiezienie odp mi ze pewnie ze nie,tymbardziej ze nie zna dokladnie mojej sytuacji,odp mi ze pewnie nie,pozniej kiedy probowalam mu przy nastepnej rozmowie przez gg otworzyc sie przed nim napisac mu o swojej calej mojej sytuacji z mezem po prostu mnie olal,wiec wkoncu napisalam mu ze nie bede zanudzala go swoimi problemami,nic nie odp po chwili pisze ze idzie spac,poczulam sie tak jakbym dostala od kogos w twarz.Wyslalam mu smsa z pytaniem dlaczego mnie tak olewa, czy myslal ze ja meza chce zdradzic z nim powiedzialam mu ze nie o to mi chodzi,ze szukam kogos z kim moglabym porozmawiac,ze ma mi napisac ze jak nie chce ze mna rozmawiac to niech napisze ze mam mu dac spokoj,a ja wiecej nie bede zawracac mu glowy,ale zadnej odp nie dostalam i mimo ze byl 2 razy dostepny na gg w ogóle sie do mnie nie odezwal,fakt zawsze ja to pierwsza robilam ale teraz przestalam gdyz czekam na ruch z jego strony,chociaz coraz bardziej przestaje w to wierzyc ze on pierwszy sie odezwie.
Naprawde uwierzcie mi jestem teraz w strasznej depresji,zyje tylko dla moich corek,mimo ze moj maz zmienil swoje nastawienie w stosunku do mnie,lecz ja wiem ze to jest tylko jego gra,gra na mojej psychice,znam go na tyle ze wiem ze w jego zyciu nie ma miejsca dla mnie ani dzieci,boi sie tego ze jak go wyrzuce nie bedzie mial gdzie isc,jestem swiadoma tego ze mna manipuluje,nawet wkrecil w to moja 80letnia babcie i tesciowa ktore ostatnio rozmawiajac ze mna na ten temat powiedzialy ze jak sie roztaniemy to babcia umrze,a tesciowa dostanie zawału,a ja ze jestem osoba wrazliwa naprawde nie chcialabym ich miec na sumieniu i powiem Wam szczerze ze jestem z mezem ze wzgledu na swoja bezsilnosc,nie moc,staram sie z tym walczyc ale sama nie dam rady,to moj maz przez lata naszego malzenstwa psychicznie mnie wykanczal,powoli zabijajac we mnie poczucie wlasnej wartosci,przez jego ponizanie uwierzylam ze jestem beznadziejna,nic nie warta.Tak bardzo liczylam na tego chlopaka,(tak sie cieszylam kiedy po przyjezdzie z wczasow napisalam mu smsa kiedy bedzie na gg bo troche stesknilam sie za starymi znajomymi,jaka byla moja radosc kiedy pozniej wszedl,chociaz teraz nie wiem moze to byl tylko przypadek).Wiedzialam ze nie przypadkowo pojawil sie w moim zyciu,ale tez zawiodlam sie na nim bo mnie po prostu pozniej olał.I teraz juz sama nie wiem co mam dalej robić,czy czekać na odzew tego chłopaka,czy zacząć znowu sama sie do niego odzywać,ale ja naprawde nie chce mu sie narzucac,wolalabym gdyby napisal mi wprost ze mam mu dac spokoj przynajmniej wiedzialabym na czym stoje,a to jego milczenie bardziej mnie doluje niz wyznanie prawdy.
Tak jak pisałam moja sytuacja jest skaplikowana,naprawde uwierzcie mi gdyby ten chlopak dal mi choc cien nadzieji,ze cos miedzy nami mogloby zaistniec,mialabym w sobie na tyle sily by zakonczyc moj zwiazek malzenski,wiem ze dla niektorych z Was wyda sie to smieszne i naiwne,ale ja juz taka jestem glupia i naiwna,nie zrozumie tego ten kto nie tkwil w toksycznym zwiazku,gdzie nie jest sie soba,ale ofiara manipulacji,uzaleznienia od drugiej osoby i mimo ze moim najwiekszym marzeniem jest roztac sie z mezem,bo wiele krzywdy mi wyrzadzil,nie umiem,nie potrafie,on potrafi tak wykozystac kazda sytuacje,robi to tak w profesjonalny aktorski sposob,ze zawsze wyjdzie na swoje a ja bede winna wszystkiemu.
A ze mam troche godnosci w sobie,by nie byc przez innych postrzegana jako ta najgorsza tkwie w tym,wiem zle robie,ale moja wrazliwosc nie pozwala mi na to by pozniej byc wytykana palcami,ze to ja rozbilam swoje malzenstwo.
Mam nadzieje,że mnie zrozumiecie,ja staralam sie w najprostszy zrozumialy sposob to opisac,chociaz nie bylo mi łatwo,bo trudno mi w kilkunastu zdaniach opisac cala moja sytuacje.Prosze napiszcie swoja opinie,co o tym sadzicie,dlaczego ten chlopak tak sie zachowuje,dajac mi najpierw do zrozumienia o swoim zainteresowaniu,a pozniej mnie olewa,ja raczej probuje do kazdej sprawy podejsc z rozsadkiem,wiedzac ze bedac mezatka z dziecmi nie moge odrazu deklarowac komus swoich uczuc,moze to blad,ale z drugiej strony balam sie odrzucenia przez tego chlopaka i przez to czekalam na gest z jego strony,ale on swoim zachowaniem dal mi do zrozumienia ze mu na mnie nie zalezy,a moze sie myle.
Podpowiedzcie mi cos,bo czuje sie taka zagubiona,bezradna nie mam do kogo zwrocic sie o pomoc i czasem nachodza mnie mysli ze moze faktycznie tak jest ze jestem glupia i naiwna.
Pozdrawiam wszystkich.






[OT]





Niestety
-> jak mnie ktos wku$%^&!
. Więc nie pitol