agnieszka.com.pl • Mixed feelings
Strona 1 z 1

Mixed feelings

: 14 sty 2006, 16:27
autor: Mróweczka
To będzie długie od razu uprzedzam.
Jest mi strasznie smutno, przykro, jesem zła, czuję sie winna i w ogóle mam bardzo mieszane uczucia. No i nie wiem już co robić :(
Jestem z chłopakiem rok. Nie widujemy się zbyt często, jakieś dwa razy w tygodniu. On pracuje cały tydzień, w weekendy często też. Ja studiuję dziennie a popołudniami też pracuję. Trudno jest nam mieć wolne w tym samym czasie. I wiem, ze to nie jest niczyją winą.
Ja ogólnie czuję się ostatnio kiepsko psychicznie. Nie zaciekawa sytuacja w domu, problemy towarzyskie na uczelni, w pracy też nie wszysto gra - to wszystko mnie frustruje strasznie. Nie za bardzo mam czas zeby spotkać się z najlepszą kumpelą. I jakoś tak jest że oczekuję ciepła, wsparcia, zainteresowania i zrozumienia od Niego. Wydaję mi się, ze to narmalne.
On bardzo duzo pracuje, a po pracy też ma dużo obowiązków. Mieszka sam więc wszystko musi sam załatwiać. Staram się rozumieć, ze jest zajęty, że są ważniejsze rzeczy a ja przecież nie ucieknę. Wmawiam sobie, ze te kłopoty moje sie skonczą, ze ten brak czasu jest tylko przejściowy i ciągle czekam żeby to wszystko wróciło do normalności. Coraz częsciej jesdnak dociera do mnie, ze to jest właśnie normalnosć i ze tak właśnie wygląda życie. Może to pesymistyczne. wszystko jedno czy jest to stan przejściowy czy tak już będzie zawsze - nie zmienia to faktu, że Go potrzebuję.
Jest nam razem dobrze. Czasami gdy wyjeżdżamy na weekend jesteśmy ze sobą (chociaż w grupie ludzi) caly czas przez dwa dni. A potem jest tak, ze nie widzimy sie w ogóle przez kolejne trzy. To mnie bardzo męczy. Nie lubię extremów. Wolę równowagę.
Czasami nie wytrzymuję i mówię, ze mnie nie zuaważa, ze nie czuję się wazna, ze nie widzi co się ze mną dzieję, ze mi smutno, ze nie mam już siły. Najgorsze, ze wybieram bardzo nie odpowiedni moment na tego typu sceny. Zabieram mu czas wtedy gdy On go nie ma. I wiem, ze zle robię. Z jednej strony złości mnie to, ze on nie reaguje na to co mówię. Najczęsciej milczy i jeśli coś się zmienia to tylko na chwilę. Z drugiej boję się, ze On będzie miał dość tych moich wyrzutów i nastrojów i zostawi mnie.
Nie wiem co robić. Jak z nim rozmawiać zeby zrozumiał, ze nie radzę sobie z tym sama i ze go potrzebuję?
Często czuję ze poświęcam coś dla niego. To są drobiazgi i niemam nic przeciw temu. Kocham go i mogłabym poswięcić więcej ale oczekuję tego samego. Ktoś moze twierdzić, ze w takim razie to nie miłość bo nie powinno sie nic oczekiwać. Miłość to nie transakcja handlowa(??)
Jak mam postępować? Wyrzuty to nie jest dobry sposób, zawsze czuję sie potem zle.
Czy w takim razie mam sytuacje zaakceptować? Przestać oczekiwać? Jaka mam być?

: 14 sty 2006, 16:42
autor: ptaszek
Masz prawo być przygnębiona. Szybki tryb życia, brak wolnego czasu, mały kontakt z bliskimi + jeszcze inne problemy. A człowiek potrzebuje przecież bliskości, wsparcia i zrozumienia ze strony drugiego człowieka. Zastanówcie się wspólnie jak rozwiązać ten problem. Być może Twój chłopak jest tak zajęty pracą, że nie ma czasu po prostu myśleć o Waszym związku, o Waszych relacjach. Taki tryb życia zagłusza w nim to wszystko, nad czym Ty rozmyślasz.
To niedobrze nie mieć dla siebieczasu, ani nawet nie móc spotkać się z kumpelą i pogadać. Gdzieś kiedyś musi się znaleźć choćby pól godziny na takie rzeczy, bo nie wiadomo kiedy relacje się pozmieniają, osłabną albo nawet zerwą.
Pewnie nie jestem w stanie dokładnie wczuć się w Twoją sytuację, ale może warto czasem przystopować, nabrać dystansu, pomyśleć nad swoją hierarchią wartości. Nie wiem, czy w Waszej sytuacji tak się da. Ale może jednak? Mówię to także w odniesieniu do Twojego chłopaka. Niech się wysili w końcu na rozmowę, niech coś powie od siebie, jak on się czuje w istniejącej sytuacji.

Takie małe pytanko... czy jest możliwość, byście zamieszkali razem?

: 14 sty 2006, 16:53
autor: Bash
Powiem, ze nie zaciekawa sytuację masz :| Mażczyżni nie lubą wyrzutów, wiem to po sobie... Moim zdaniem Twój chłopak powinnen zrozumieć jak Tobie jak ciężko. Źle sie rozmawia "w locie" czy na szybko. Może trzeba znalesc odpowiednią chwilę, czas. Obiektywnie patrząc, zagonieni jestescie oboje, Ty studiujesz On pracuje. Taki związki są zawsze bardzo trudne. Trzym się, na pewno jakoś to prztrwasz. Po Twoim poście widać, że bardzo kochasz swojego chłopaka, miłość wiele przetrzyma :)

: 14 sty 2006, 17:25
autor: lizaa
pokaz mu ten temat, lepeij bys mu tego nie opisala prosto w oczy

: 14 sty 2006, 17:27
autor: Madzia
ptaszek pisze:Takie małe pytanko... czy jest możliwość, byście zamieszkali razem?


no własnie to pytanie tez chciałm zadać.
Trudno jest coś poradzić, trudno pisać o dłuuugich rozmowach jesli nie macie na to czasu. Ja na twoim miejscu napisałabym list do chłopaka. Taki długi list w którym wszystko ładnie, w spokoju opisałabym, tak zeby on poczuł jak sie czasami czujesz. A na końccu napisałabym link agnieszki z Twoim tematem... Jesli zobaczy ze nastarałaś sie zeby mu przekazać to co czujesz w formie listu, bo na inne długie rozmowy nie macie czasu, a dodatkowo zobaczy ze nie radzisz sobie ze wszystkim i szukasz na tym forum rad to na pewno mu sie głupio zrobi, że nie miałą czasu zeby zauwazyć ze coś się źle dzieje.

Ja pozdrawiam i zycze powodzenia.

: 14 sty 2006, 17:49
autor: Mróweczka
ptaszek pisze:Takie małe pytanko... czy jest możliwość, byście zamieszkali razem?

Myślę, ze na razie jeszcze na to za wcześnie. I nie chciałabym zeby to był mój pomysł. Zresztą jestem w takiej sytuacji rodzinnej, ze w ciagu najbliższych paru miesięcy wszystko może się zmienić. Jeśli miałabym się wyprowadzić z domu to chyba prędzej wynajęłabym coś sama. Nie dlatego, że nie chciałabym mieszkać z nim. Wydaję mi się , że On by nie chciał.

Co do listu. Napisałam kiedyś do Niego długiego maila. Najpierw długo nie miał czasu go przeczytać (moze nie chciał). Potem nie miał nic do powiedzenia. Jakoś to przebolałam.

Najgorsze jest to, ze czasem go zmuszam do rozmowy. Jemu jest przykro, przytula mnie i przeprasza, mi robi się lepiej a po paru tygodniach znowu wracam do tego samego.

: 14 sty 2006, 18:05
autor: Orbital
ptaszek pisze:Gdzieś kiedyś musi się znaleźć choćby pól godziny na takie rzeczy


pół godziny wolnego czasu w dniu dla siebie <boje_sie>

Mróweczka pisze:Nie widujemy się zbyt często, jakieś dwa razy w tygodniu. On pracuje cały tydzień, w weekendy często też. Ja studiuję dziennie a popołudniami też pracuję. Trudno jest nam mieć wolne w tym samym czasie. I wiem, ze to nie jest niczyją winą.


Takie czasy właśnie dzisiaj są i to jest czyjąś winą, Waszą winą.
Tylko praca, kariera i pieniądze się dzisiaj liczą, miłość, okazywanie uczuć, bycie razem schodzi na drugi plan <pijak>
Ja tam wole być wolnym biedakiem niż bogatym niewolnikiem świata pracy, kariery (studia) i pieniędzy!

: 14 sty 2006, 20:49
autor: cubasa
Mróweczka pisze:Nie dlatego, że nie chciałabym mieszkać z nim. Wydaję mi się , że On by nie chciał.

Mozesz wyjasnić czemu tak się Tobie wydaje?
Mi się wydaje, że macie problem z wyrażaniem swoich potrzeb. Żadne nie chce się przełamać, bo boi się odrzucenia propozycji, co sobie partner pomyśli etc
Wyraź mu to co Ciebie boli - jesli Cię kocha na 100% zrozumie i bedzie starał sie to zmienić.
A jakieś aluzje, metafory, sugestie do facetow nie docierają pametaj o tym :)
Chcesz byc zrozumiana
mow językiem jaśnie Pana. :)

: 14 sty 2006, 22:05
autor: Mróweczka
cubasa pisze:
Mróweczka pisze:Nie dlatego, że nie chciałabym mieszkać z nim. Wydaję mi się , że On by nie chciał.

Mozesz wyjasnić czemu tak się Tobie wydaje?

Bo On sobie bardzo ceni swoją niezależność.
Zresztą to naprawdę jeszcze nie moment. Ja tego nie rozważam.
Wyraź mu to co Ciebie boli - jesli Cię kocha na 100% zrozumie i bedzie starał sie to zmienić.


Bardzo bym chciała.

: 14 sty 2006, 22:28
autor: Koko
Mróweczka pisze:Zresztą to naprawdę jeszcze nie moment. Ja tego nie rozważam.

Brakuje Ci go niemiłosiernie. Wolisz równowagę. ... Itd. Ale to jeszcze nie moment? Ba, Ty nawet tego nie rozważasz?
Dlaczego?

Mam wrażenie, że się zamartwiasz, a tu za bardzo nie ma czym. Kwestia organizacji i chęci.
Jaka mam być?

Nas się pytasz? Moja droga, nikt Ci tego nie powie.
Nie zaciekawa sytuacja w domu, problemy towarzyskie na uczelni, w pracy też nie wszysto gra - to wszystko mnie frustruje strasznie

I potęguje niby problem z partnerem.
btw. strasznie.. chciałaś powiedzieć bardzo? :)

A teraz... usiądź i weź się za siebie. Problemy są po to by je rozwiązywać. "Niezaciekawa" sytuacja w domu minie, prędzej czy później, życzę tego prędzej.
Problemy towarzyskie na uczelni, skoro towarzyskie, zależą też od Ciebie. Zatem.. co za problemy? Wystarczy się za nie wziąć, wyjaśnić nieporozumienia, a resztę mieć w dupie. :) Polecam- skutkuje.
W pracy nie wszystko gra. Tzn. co nie gra? Muzyka nie gra czy pieniędzy za mało, albo szef nie taki jak by się chciało? Czujesz się tam źle szukaj czegoś innego. Łatwo się mówi? Jeszcze łatwiej (przynajmniej) spróbować.

Przejdzie Ci za tydzień :) Wystarczy, że się weźmiesz w garść, i wszystkich swoich "problemów" nie będziesz skupiać na facecie.

: 14 sty 2006, 22:30
autor: Imperator
Koko pisze:A teraz... usiądź i weź się za siebie. Problemy są po to by je rozwiązywać. "Niezaciekawa" sytuacja w domu minie, prędzej czy później, życzę tego prędzej.
Problemy towarzyskie na uczelni, skoro towarzyskie, zależą też od Ciebie. Zatem.. co za problemy? Wystarczy się za nie wziąć, wyjaśnić nieporozumienia, a resztę mieć w dupie. :) Polecam- skutkuje.
W pracy nie wszystko gra. Tzn. co nie gra? Muzyka nie gra czy pieniędzy za mało, albo szef nie taki jak by się chciało? Czujesz się tam źle szukaj czegoś innego. Łatwo się mówi? Jeszcze łatwiej (przynajmniej) spróbować.


Koko - podoba mi się Twój sposób myślenia. <browar>
Rozłożyłaś to na czynniki pierwsze. :)

: 14 sty 2006, 22:43
autor: Koko
Imperator pisze:... <browar> ...

Mordo Moja <browar>
Imperator pisze:Rozłożyłaś

A bohaterka skupia. Na Nim :|

: 14 sty 2006, 22:49
autor: Mróweczka
Koko Ja wiem, ze to przejdzie ale wcale nie siedze z założonymi rękami i nie czekam az przejdzie samo. Chodzi tylko o to, ze chciałabym zeby On był ze mną zawsze, a szczególnie jak czuję się żle. I nie chodzi mi o to zeby był koniecznie fizycznie.
A co do mieszkania razem to jak to sobie wyobrażasz? Widujemy się dwa razy na tydzień a nagle zaczynamy mieszkać razem? Chodzi o to ze ja mam swoje zycie a On swoje. Nie ma jeszcze czegos takiego jak nasze życie. Nie wyobrażam sobie zeby pojawiło sie z chwilą zamieszkania razem. Kwestie praktyczne, finansowe pomijam. Pracuję ale to starcza tylko na studia więc musiałby mnie utrzymywać. No przecież nie mogę mu z takim pomysłem wylecieć.

: 14 sty 2006, 22:50
autor: Imperator
Koko pisze:A bohaterka skupia. Na Nim

Czuję się podobnie jak on. :|

Koko pisze:Mordo Moja

Sie wie. :) <browar>

[ Dodano: 2006-01-14, 22:53 ]
Mróweczka pisze:Czy w takim razie mam sytuacje zaakceptować? Przestać oczekiwać? Jaka mam być?


Przestać. Im mniej oczekujesz, tym częściej jesteś mile zaskoczona. Prawie same plusy.

Czytałem całego posta - nie bój.
Rozmawiać jednak należy. I jeśli komuś zależy to wciśnie swoją połóweczke gdzieś w kalendarzyk, choćby w przerwie na kawę w pracy. Da radę. Tylko trzeba chcieć dać radę. A to już inna bajka.

: 14 sty 2006, 23:14
autor: Koko
Mróweczka pisze:Chodzi tylko o to, ze chciałabym zeby On był ze mną zawsze, a szczególnie jak czuję się żle

Słońce, ale czy Ty nie widzisz, że to Twoje "źle".. można łatwo zniwelować?
Każdy z nas w trudnych chwilach kogoś potrzebuje. Kwestia w tym... jak trudne są te chwile, a jakimi się wydają :)
Widujemy się dwa razy na tydzień a nagle zaczynamy mieszkać razem?

:| Gosh, przecie to troszkę normalności by wniosło w Wasze życie. A jeśli uważasz, że nie.. to na pewno zintensyfikowałoby Wasze "widzenia", na których brak narzekasz :)

Kwestie praktyczne, finansowe pomijam. Pracuję ale to starcza tylko na studia więc musiałby mnie utrzymywać. No przecież nie mogę mu z takim pomysłem wylecieć.

Przynajmniej tutaj masz rację <browar>
Nie możesz mu z czymś takim wylecieć, tzn. uważasz, że nie możesz- OK. Ale to nie zmienia faktu, iż taką okoliczność można rozważać. Bo się tego chce.
A zwłaszcza...
ja mam swoje zycie a On swoje. Nie ma jeszcze czegos takiego jak nasze życie.

Zwłaszcza kiedy to "nasze" chce się budować.
Nie jesteś na to gotowa, dobra. Będziesz później.

Żyjecie razem, ale osobno? I to jest największy problem? Czy to, że nie ma Cię kto pocieszyć, kiedy akurat tego potrzebujesz?
A może Kochana jest tak, iż czujesz, że Twoje życie to jakieś nijakie jest? Problemy tu, problemy tam. Nawet z Nim.. normalności nie masz?
To Ci powtarzam, weź się za siebie. Bo gdyby rzeczywiście było tak jak tu piszesz:
nie siedze z założonymi rękami i nie czekam az przejdzie samo

.. ten post by nie powstał. W sensie problemu. Bo wyżalić się zawsze u nas możesz ;)


Imperator pisze:Czuję się podobnie jak on

A to już niezdrowe.
Ale...
Imperator pisze:Sie wie.
;) <browar>


Widzisz Mróweczka... Powiedz mi no, jasno i wyraźnie jaki masz problem. Nie żal, problem. A Ci doradzę, konkretniej. Albo lepiej Jego grafik nam wstaw. To mu tydzień tak zorganizuję, że ała ;)
Chociaż... nie można by tak samemu? Się, Jego, nas, i nasz czas zorganizować? <browar>

[ Dodano: 2006-01-14, 23:15 ]
Rozmawiać jednak należy. I jeśli komuś zależy to wciśnie swoją połóweczke gdzieś w kalendarzyk, choćby w przerwie na kawę w pracy. Da radę. Tylko trzeba chcieć dać radę. A to już inna bajka.

<browar>
:)

: 14 sty 2006, 23:38
autor: Mróweczka
Imperator pisze:I jeśli komuś zależy to wciśnie swoją połóweczke gdzieś w kalendarzyk, choćby w przerwie na kawę w pracy. Da radę. Tylko trzeba chcieć dać radę. A to już inna bajka.

No i może własnie o to chodzi. Wiem, ze jakbysmy się uparli to bysmy dali radę. Tylko, ze on chyba nie chce albo przynajmniej ja to tak odbieram. Nie czuję się dla niego ważna. I to na pewno subiektywne odczucie ale co mam z nim zrobić?

Koko pisze:normalności nie masz?

Mi wychodzi na to, ze te problemy są normalnością. Miną te, będą inne. Nie mówię, ze to jakiś dramat. Nie wyolbrzymiam. po prostu sobie są. A ja moze jestem za miętka, no cóż...

Koko pisze:wyżalić się zawsze u nas możesz

Dzięki :)
Moze tez potrzebne mi było zeby mnie ktoś opieprzył :)

Koko pisze:Żyjecie razem, ale osobno? I to jest największy problem? Czy to, że nie ma Cię kto pocieszyć, kiedy akurat tego potrzebujesz?

Jedno i drugie. Własnie to, ze nie widzi ze go potrzebuję i ze nie jestem dla niego ważna. Bo problemy mogą być nieważne. Ale ja?

: 14 sty 2006, 23:46
autor: Bash
Mróweczka pisze:No i może własnie o to chodzi. Wiem, ze jakbysmy się uparli to bysmy dali radę. Tylko, ze on chyba nie chce albo przynajmniej ja to tak odbieram. Nie czuję się dla niego ważna. I to na pewno subiektywne odczucie ale co mam z nim zrobić?


Może on tego po prostu nie chce... Skoro jesteśnie już długo, myśli ze lepiej zrobi, jak nie bedzie cie ranił. A takie milczenie, niepewność, jest gorsze od szczerej prawdy. Przekonałem się o tym na własniej skórze, niestety :|

: 15 sty 2006, 09:42
autor: Imperator
Mróweczka pisze:No i może własnie o to chodzi. Wiem, ze jakbysmy się uparli to bysmy dali radę. Tylko, ze on chyba nie chce albo przynajmniej ja to tak odbieram. Nie czuję się dla niego ważna. I to na pewno subiektywne odczucie ale co mam z nim zrobić?


Czasem subiektywne odczucia są jak najbardziej prawidłowe. Coś gdzieś się święci niedobrego, coś nie dzieje się tak jak powinno. Pozory, tak pozory! Te, które "trzeźwomyślący" człowiek nazwie dokładnie tak i je zlekceważy, mogą się okazać objawem czegoś poważniejszego.
Z drugiej strony jednak nic się czasem nie dzieje, mimo to boimy się czegoś. I boimy się w taki sposób, że zaczynamy tak działać, jakby TO rzeczywiście wystąpiło czy miało wystąpić. I w końcu występuje - niejako na własne życzenie. To się nazywa wywołanie wilka z lasu. :D

A nadwrażliwość często jest biletem w jedną stronę... :(

: 15 sty 2006, 17:34
autor: Mróweczka
Eh, bardzo to wszystko co napisałeś Imperator prawdziwe. <browar> Niestety.

: 15 sty 2006, 18:28
autor: mrt
Nie rozumiem, co to za związek. Dziwny. Taki, jakie mi nie pasują i jakich unikałam. Bo ja nie chcę mieszkać oddzielnie tylko dlatego że on musiałby mnie utrzymywać itp. A co to za różnica? Dziś on Ciebie, jutro (odpukać!) Ty jego - bywa różnie przecież.

W związku tego typu problemów być nie powinno. A skoro są, to znaczy, że jest dziwnie. Czyli trzeba by coś z tym zrobić. Co? Ja bym docisnęła. I trudno: albo wóz albo przewóz. Albo to znormalnieje, albo on ucieknie. Bo to, co jest teraz, to do cholery niepodobne! Nie dlatego że mieszkacie oddzielnie, tylko to, z jakiego powodu razem nie mieszkacie: Ty może byś i chciała razem, ale nie wiesz, czy on chce i myślisz, że pewnie nie.

Myślę, że już wystarczająco długo jesteście razem, żeby docisnąć.

Wiem, mi łatwiej by było docisnąć, bo mam 30 lat, a Ty pewnie mniej. Ale to tylko pozornie. Bo czujemy pewnie podobnie, nie? :)

: 15 sty 2006, 22:19
autor: Mróweczka
Bo czujemy pewnie podobnie, nie?

Droga mrt! No chyba nie zabardzo.
mrt pisze:Myślę, że już wystarczająco długo jesteście razem

Dla mnie rok to wcale nie jest dość.

Ten pomysł mieszkania razem wyszedł od Was. Nam to jeszcze do głowy nie przyszło, jeszcze o tym nie rozmawialiśmy, nie mamy jeszcze takiego pragnienia. Wydaje mi się (tak sobie teraz pomyślałam) ze to by nam zabrało masę zabawy (np. wyjazdy na których możemy być razem i spać razem) i strasznie wszystko przyspieszyło. Nam się zwiazek rozwija powoli. Jeszcze np. nie zdarzyło się żebym została u niego na noc. Ja myślę ze dojdziemy do takiego miejsca w którym będziemy tego chcieli ale narazie...
Przyznam, ze przez Was zaczęłam o tym myśleć. Nie mam pojęcia co będę robić za pół roku (bronię licencjat i jeszcze nie wiem co z magisterką i gdzie). Więc kto wie moze wtedy? :)

: 15 sty 2006, 23:01
autor: mrt
No dobra, nie doczytałam. Rok to może faktycznie mało, ale z drugiej strony lepiej wiedzieć po roku niż po pięciu latach. Albo się chce być razem, albo nie. No ale to już moje podejście.

Cholera, inne czasy chyba. Ja, kiedy prowadzałam się ze swoim facetem w wieku lat 16, 17, 18, to o niczym innym nie marzyliśmy, tylko żeby razem móc zamieszkać. Najlepiej już, od razu. A teraz... Warunki mają, a takie podchody.