Ogólnie można powiedzieć: nie pomogą doktoraty, jeśli człowiek chamowaty. Znam osobiście ludzi, którzy pokończyli tylko podstawówkę, a wiedzą i umieją o wiele więcej niż niejeden po studiach.
To, że się ma wyższe wykształcenie może ale nie musi być miernikiem inteligencji i mądrości danego osobnika.
Inteligencja to zdolność do szybkiego uczenia się, kojarzenia ze sobą faktów, umiejętność wykorzystania nabytych umiejętności (ale tu potrzebna jest też wprawa i doświadczenie).
Moim zdaniem nie można skreślać całkowicie osoby, która ma np. tylko średnie wykształcenie. Jeśli dziewczyna pyta gościa, czy skończył uczelnię, czy coś studiuje, dostaje odpowiedź, że skończone jest tylko liceum/technikum i obecnie jest już prawca i otrzymawszy taką odpowiedź mówi "dziękuję", to zbyt szybko moim zdaniem skreśla danego kandydata. Należy mu sie jakaś szansa wykazania się w rozmowie! Po zamienionych kilku zdaniach można wstępnie orzec na temat czyjejś inteligencji, a nie od razu "nie masz magistra to spadaj".
Inteligencja nie idzie w parze z mądrością, jeśli ktoś ma potencjał (czyli jest inteligentny), a nie wykorzystuje go w celu zdobycia nowej wiedzy albo zrozumienia wielu zagadnień, itp. Jeśli ktoś jest leniwy twierdząc, że nie chce mu sie nic uczyć, bo po co, to jest głupi po prostu. Miałem w podstawówce takiego kolegę, który totalnie sobie zlewał naukę - chodził na wagary, nie odrabiał zadań, olewał klasówki, itp. ale przyciśnięty do muru szybciutko łapał dany materiał, a na polskim najlepiej z całej klasy odpowiadał oraz analizował wiersze. Niestety - nie rozwinął się.
Spinka ma rację stawiając takie wymagania kandydatowi na męża. Jeśli ona sama jest inteligentna, zdolna, chętna do rozwoju - to logicznym jest, że podobnego oczekuje od faceta! Szkoda tylko, że do niej papierek wyższej uczelni przemawia bardziej niż wymiana kilku zdań. Tak wnioskuję z jej posta.
