duży problem...
: 09 lip 2005, 23:20
Ciężka sprawa... Jestem z moją dziewczyną już ponad rok, znamy się od ok. pięciu. Mieszkamy w odległości około 50 kilometrów od siebie. Studiujemy w różnych miastach oddalonych o wiele kilometrów, więc widywaliśmy się średnio co jeden, dwa tygodnie - tak często jak się dało. Układało się między nami bardzo dobrze, mimo że z początku ona nie była właściwie pewna czy i co do mnie czuje. Prawie cały wolny czas spędzaliśmy razem i było naprawdę cudownie. Zdarzały się czasem kłótnie, jednak nie były one bardzo poważne i zazwyczaj dość szybko się godziliśmy.
Ostatnio jednak zdażyło się tak że nie widzieliśmy się przez dłuższy okres - mniej więcej półtora miesiąca. W międzyczasie kontaktowaliśmy się ze sobą telefonicznie, jednak w ostatnim okresie praktycznie tylko ja wykonywałem telefony i słałem sms'y.
Gdy po przerwie spotkaliśmy się ponownie, z początku było bardzo sztywno i dziwnie, powiedziałbym - nieco nienaturalnie. Nieco zanikła bliskość jaka była wcześniej między nami. Przez cały czas dyskutowaliśmy też o sprawach, co do których okazało się mamy różne zdanie. To się jednak zmieniło pod koniec dnia, tuż przed tym gdy ona wracała do domu. Wtedy pocałowałem ją w usta, ona zaś z początku nie zaregowała. Mimo to atmosfera się nieco zmieniła, zaczęliśmy swobodnie rozmawiać. Okazało się że trzy tygodnie po naszym rozstaniu obraziła się na mnie za moje zachowanie. Rzeczywiście mieliśmy wtedy sprzeczkę przez telefon, jednak chodziło o naprawdę bzdurną sprawę, która nie podejżewałem że może wywołać taką reakcję.
W każdym razie najbardziej zadziwiła mnie właśnie jej reakcja - nie powiedziała mi jak się czuje gdy do niej dzwoniłem, zaś nie rozpoznałem tego - gdyż obydwoje mieliśmy ciężkie sesje, wszystko więc zwaliłem na stres. Powiedziała też że wtedy przestała za mną tęsknić i dlatego nie próbowała się kontaktować. (jak jednak mówiła zazwyczaj im dłużej mnie nie widziała tym jej tęsknota była mniejsza. Czy to normalne?) Później zaczęliśmy mówić o miłych rzeczach. Musiała lecieć na pociąg, więc nie skończyliśmy rozmowy. Rozstaliśmy się jednak w miłej atmosferze, przed odjazdem długo się do siebie przytulaliśmy i pod koniec obydwoje mieliśmy wspaniały humor.
Ponieważ jednak nie zdążyliśmy skończyć rozmowy, po jej przyjeździe do domu zaczęliśmy rozmawiać przez internet, następnie telefonicznie. Podczas tej rozmowy okazało się że ona ma wątpliwości co do naszego związku. Gdy spytałem ją czy jest pewna swoich uczuć do mnie, i czy kiedykolwiek była ich pewna, nie dostałem konkretnej odpowiedzi. Jak przeanalizowałem sytuację - właściwie słyszałem od niej że mnie kocha jedynie w chwilach namiętności, gdy była lekko wstawiona, w obcych językach, lub w niepewnej formie "ja ciebie też" gdy jej to wyznawałem... Ja natomiast - choć z początku miewałem wątpliwości - z czasem doszedłem do wniosku że ona jest dla mnie najważniejsza. Czasem przemykała mi przez głowę myśl że to "ta jedyna", jednak prawdę mówiąc nie miałem dość odwagi by głębiej się nad tym zastanawiać.
Następnego dnia przyjechałem do niej... I znów było dziwnie. Nie tak jak poprzedniego dnia, ale jednak czułem jakby coś było nie tak. Jakby unikała kontaktu ze mną. Gdy natomiast go nie unikała, miałem niejasne wrażenie że się do niego przymusza, że nie jest naturalna. Gdy rozstawaliśmy się, nie nalegała na kolejne spotkanie. Wcześniej zazwyczaj planowaliśmy się widzieć jak najczęściej, teraz natomiast miałem wrażenie jakby tylko mi na tym zależało.
Żeby bardziej zarysować sytuajcę - za parę dni zaczynam pracę w mieście oddalonym od mojego o ok. 300 kilometrów, więc pewnie nie będziemy mieli okazji się zbyt często spotykać. Natomiast za miesiąc jadę na miesięczną praktykę do Anglii. Po moim powrocie już jej nie zobaczę bo wyjeżdża na rok na studia za ganicą. Ani ja ani ona nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy żeby się choć raz podczas jej wyjazdu spotkać. Więc te chwile jakie teraz mamy dla siebie są prawie jedynymi jakie będziemy mieć przez najbliższy rok.
Natomiast gdy od niej wyjeżdżałem, przez głowę przechodziły mi dziwne myśli - czy powinienem ją zostawić, czy nie. Prawdę mówiąc życia sobie na razie bez niej nie wyobrażam i z pewnością ją kocham. Jednak zdaje mi się że ona myśli że mnie nie kocha, choć nie powiedziała mi tego wprost. Czuję też że w przeszłości na pewno mnie kochała, choć nie mogę być tego pewien i nie wiem co ona na ten temat myśli. I wiem że nie rzuci mnie sama przed wyjazdem nawet jeśli będzie myśleć że nasz związek na pewno się nie uda.
Sam nie wiem... Czy powinienem ją zostawić wbrew temu co czuję? I co myślicie o takiej rozłące - czy jest możliwe by zwiazek - bądź co bądź dość młody - wytrzymał taką próbę czasu? Czy macie może doświadczenie związków weekendowych? - z tego co słyszałem zazwyczaj niestety po czasie się rozpadają. Wiem że ją kocham i aż do tygodnia wstecz byłem pewien że jakoś ten rok przetrzymamy... Jednak chcę zaoszczędzić zarówno sobie jak i jej cierpienia. Powiedzcie też czy mieliście doświadczenie gdy ta druga połowa nagle zaczęła zachowywać się nieco inaczej, i jak to się ewentualnie skończyło. Każda rada i każdy komentarz będą pomocne i z góry za nie dziękuję.
Ostatnio jednak zdażyło się tak że nie widzieliśmy się przez dłuższy okres - mniej więcej półtora miesiąca. W międzyczasie kontaktowaliśmy się ze sobą telefonicznie, jednak w ostatnim okresie praktycznie tylko ja wykonywałem telefony i słałem sms'y.
Gdy po przerwie spotkaliśmy się ponownie, z początku było bardzo sztywno i dziwnie, powiedziałbym - nieco nienaturalnie. Nieco zanikła bliskość jaka była wcześniej między nami. Przez cały czas dyskutowaliśmy też o sprawach, co do których okazało się mamy różne zdanie. To się jednak zmieniło pod koniec dnia, tuż przed tym gdy ona wracała do domu. Wtedy pocałowałem ją w usta, ona zaś z początku nie zaregowała. Mimo to atmosfera się nieco zmieniła, zaczęliśmy swobodnie rozmawiać. Okazało się że trzy tygodnie po naszym rozstaniu obraziła się na mnie za moje zachowanie. Rzeczywiście mieliśmy wtedy sprzeczkę przez telefon, jednak chodziło o naprawdę bzdurną sprawę, która nie podejżewałem że może wywołać taką reakcję.
W każdym razie najbardziej zadziwiła mnie właśnie jej reakcja - nie powiedziała mi jak się czuje gdy do niej dzwoniłem, zaś nie rozpoznałem tego - gdyż obydwoje mieliśmy ciężkie sesje, wszystko więc zwaliłem na stres. Powiedziała też że wtedy przestała za mną tęsknić i dlatego nie próbowała się kontaktować. (jak jednak mówiła zazwyczaj im dłużej mnie nie widziała tym jej tęsknota była mniejsza. Czy to normalne?) Później zaczęliśmy mówić o miłych rzeczach. Musiała lecieć na pociąg, więc nie skończyliśmy rozmowy. Rozstaliśmy się jednak w miłej atmosferze, przed odjazdem długo się do siebie przytulaliśmy i pod koniec obydwoje mieliśmy wspaniały humor.
Ponieważ jednak nie zdążyliśmy skończyć rozmowy, po jej przyjeździe do domu zaczęliśmy rozmawiać przez internet, następnie telefonicznie. Podczas tej rozmowy okazało się że ona ma wątpliwości co do naszego związku. Gdy spytałem ją czy jest pewna swoich uczuć do mnie, i czy kiedykolwiek była ich pewna, nie dostałem konkretnej odpowiedzi. Jak przeanalizowałem sytuację - właściwie słyszałem od niej że mnie kocha jedynie w chwilach namiętności, gdy była lekko wstawiona, w obcych językach, lub w niepewnej formie "ja ciebie też" gdy jej to wyznawałem... Ja natomiast - choć z początku miewałem wątpliwości - z czasem doszedłem do wniosku że ona jest dla mnie najważniejsza. Czasem przemykała mi przez głowę myśl że to "ta jedyna", jednak prawdę mówiąc nie miałem dość odwagi by głębiej się nad tym zastanawiać.
Następnego dnia przyjechałem do niej... I znów było dziwnie. Nie tak jak poprzedniego dnia, ale jednak czułem jakby coś było nie tak. Jakby unikała kontaktu ze mną. Gdy natomiast go nie unikała, miałem niejasne wrażenie że się do niego przymusza, że nie jest naturalna. Gdy rozstawaliśmy się, nie nalegała na kolejne spotkanie. Wcześniej zazwyczaj planowaliśmy się widzieć jak najczęściej, teraz natomiast miałem wrażenie jakby tylko mi na tym zależało.
Żeby bardziej zarysować sytuajcę - za parę dni zaczynam pracę w mieście oddalonym od mojego o ok. 300 kilometrów, więc pewnie nie będziemy mieli okazji się zbyt często spotykać. Natomiast za miesiąc jadę na miesięczną praktykę do Anglii. Po moim powrocie już jej nie zobaczę bo wyjeżdża na rok na studia za ganicą. Ani ja ani ona nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy żeby się choć raz podczas jej wyjazdu spotkać. Więc te chwile jakie teraz mamy dla siebie są prawie jedynymi jakie będziemy mieć przez najbliższy rok.
Natomiast gdy od niej wyjeżdżałem, przez głowę przechodziły mi dziwne myśli - czy powinienem ją zostawić, czy nie. Prawdę mówiąc życia sobie na razie bez niej nie wyobrażam i z pewnością ją kocham. Jednak zdaje mi się że ona myśli że mnie nie kocha, choć nie powiedziała mi tego wprost. Czuję też że w przeszłości na pewno mnie kochała, choć nie mogę być tego pewien i nie wiem co ona na ten temat myśli. I wiem że nie rzuci mnie sama przed wyjazdem nawet jeśli będzie myśleć że nasz związek na pewno się nie uda.
Sam nie wiem... Czy powinienem ją zostawić wbrew temu co czuję? I co myślicie o takiej rozłące - czy jest możliwe by zwiazek - bądź co bądź dość młody - wytrzymał taką próbę czasu? Czy macie może doświadczenie związków weekendowych? - z tego co słyszałem zazwyczaj niestety po czasie się rozpadają. Wiem że ją kocham i aż do tygodnia wstecz byłem pewien że jakoś ten rok przetrzymamy... Jednak chcę zaoszczędzić zarówno sobie jak i jej cierpienia. Powiedzcie też czy mieliście doświadczenie gdy ta druga połowa nagle zaczęła zachowywać się nieco inaczej, i jak to się ewentualnie skończyło. Każda rada i każdy komentarz będą pomocne i z góry za nie dziękuję.

To oczywiście zalezy od kobiety ale wy panie też jesteście próżne tak samojak nam to zarzucacie. Lubicie jak faceci dobrze kręcą pupcia i dobrze tańczą i potraficie zgłupieć dla tego. Wszedzie panuje wszechobecna opinia że jeżeli chodzi o zdrady to faceci wioda prym, a mnie sie wydaje że kobiety nie są gorsze.