duży problem...
Moderator: modTeam
duży problem...
Ciężka sprawa... Jestem z moją dziewczyną już ponad rok, znamy się od ok. pięciu. Mieszkamy w odległości około 50 kilometrów od siebie. Studiujemy w różnych miastach oddalonych o wiele kilometrów, więc widywaliśmy się średnio co jeden, dwa tygodnie - tak często jak się dało. Układało się między nami bardzo dobrze, mimo że z początku ona nie była właściwie pewna czy i co do mnie czuje. Prawie cały wolny czas spędzaliśmy razem i było naprawdę cudownie. Zdarzały się czasem kłótnie, jednak nie były one bardzo poważne i zazwyczaj dość szybko się godziliśmy.
Ostatnio jednak zdażyło się tak że nie widzieliśmy się przez dłuższy okres - mniej więcej półtora miesiąca. W międzyczasie kontaktowaliśmy się ze sobą telefonicznie, jednak w ostatnim okresie praktycznie tylko ja wykonywałem telefony i słałem sms'y.
Gdy po przerwie spotkaliśmy się ponownie, z początku było bardzo sztywno i dziwnie, powiedziałbym - nieco nienaturalnie. Nieco zanikła bliskość jaka była wcześniej między nami. Przez cały czas dyskutowaliśmy też o sprawach, co do których okazało się mamy różne zdanie. To się jednak zmieniło pod koniec dnia, tuż przed tym gdy ona wracała do domu. Wtedy pocałowałem ją w usta, ona zaś z początku nie zaregowała. Mimo to atmosfera się nieco zmieniła, zaczęliśmy swobodnie rozmawiać. Okazało się że trzy tygodnie po naszym rozstaniu obraziła się na mnie za moje zachowanie. Rzeczywiście mieliśmy wtedy sprzeczkę przez telefon, jednak chodziło o naprawdę bzdurną sprawę, która nie podejżewałem że może wywołać taką reakcję.
W każdym razie najbardziej zadziwiła mnie właśnie jej reakcja - nie powiedziała mi jak się czuje gdy do niej dzwoniłem, zaś nie rozpoznałem tego - gdyż obydwoje mieliśmy ciężkie sesje, wszystko więc zwaliłem na stres. Powiedziała też że wtedy przestała za mną tęsknić i dlatego nie próbowała się kontaktować. (jak jednak mówiła zazwyczaj im dłużej mnie nie widziała tym jej tęsknota była mniejsza. Czy to normalne?) Później zaczęliśmy mówić o miłych rzeczach. Musiała lecieć na pociąg, więc nie skończyliśmy rozmowy. Rozstaliśmy się jednak w miłej atmosferze, przed odjazdem długo się do siebie przytulaliśmy i pod koniec obydwoje mieliśmy wspaniały humor.
Ponieważ jednak nie zdążyliśmy skończyć rozmowy, po jej przyjeździe do domu zaczęliśmy rozmawiać przez internet, następnie telefonicznie. Podczas tej rozmowy okazało się że ona ma wątpliwości co do naszego związku. Gdy spytałem ją czy jest pewna swoich uczuć do mnie, i czy kiedykolwiek była ich pewna, nie dostałem konkretnej odpowiedzi. Jak przeanalizowałem sytuację - właściwie słyszałem od niej że mnie kocha jedynie w chwilach namiętności, gdy była lekko wstawiona, w obcych językach, lub w niepewnej formie "ja ciebie też" gdy jej to wyznawałem... Ja natomiast - choć z początku miewałem wątpliwości - z czasem doszedłem do wniosku że ona jest dla mnie najważniejsza. Czasem przemykała mi przez głowę myśl że to "ta jedyna", jednak prawdę mówiąc nie miałem dość odwagi by głębiej się nad tym zastanawiać.
Następnego dnia przyjechałem do niej... I znów było dziwnie. Nie tak jak poprzedniego dnia, ale jednak czułem jakby coś było nie tak. Jakby unikała kontaktu ze mną. Gdy natomiast go nie unikała, miałem niejasne wrażenie że się do niego przymusza, że nie jest naturalna. Gdy rozstawaliśmy się, nie nalegała na kolejne spotkanie. Wcześniej zazwyczaj planowaliśmy się widzieć jak najczęściej, teraz natomiast miałem wrażenie jakby tylko mi na tym zależało.
Żeby bardziej zarysować sytuajcę - za parę dni zaczynam pracę w mieście oddalonym od mojego o ok. 300 kilometrów, więc pewnie nie będziemy mieli okazji się zbyt często spotykać. Natomiast za miesiąc jadę na miesięczną praktykę do Anglii. Po moim powrocie już jej nie zobaczę bo wyjeżdża na rok na studia za ganicą. Ani ja ani ona nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy żeby się choć raz podczas jej wyjazdu spotkać. Więc te chwile jakie teraz mamy dla siebie są prawie jedynymi jakie będziemy mieć przez najbliższy rok.
Natomiast gdy od niej wyjeżdżałem, przez głowę przechodziły mi dziwne myśli - czy powinienem ją zostawić, czy nie. Prawdę mówiąc życia sobie na razie bez niej nie wyobrażam i z pewnością ją kocham. Jednak zdaje mi się że ona myśli że mnie nie kocha, choć nie powiedziała mi tego wprost. Czuję też że w przeszłości na pewno mnie kochała, choć nie mogę być tego pewien i nie wiem co ona na ten temat myśli. I wiem że nie rzuci mnie sama przed wyjazdem nawet jeśli będzie myśleć że nasz związek na pewno się nie uda.
Sam nie wiem... Czy powinienem ją zostawić wbrew temu co czuję? I co myślicie o takiej rozłące - czy jest możliwe by zwiazek - bądź co bądź dość młody - wytrzymał taką próbę czasu? Czy macie może doświadczenie związków weekendowych? - z tego co słyszałem zazwyczaj niestety po czasie się rozpadają. Wiem że ją kocham i aż do tygodnia wstecz byłem pewien że jakoś ten rok przetrzymamy... Jednak chcę zaoszczędzić zarówno sobie jak i jej cierpienia. Powiedzcie też czy mieliście doświadczenie gdy ta druga połowa nagle zaczęła zachowywać się nieco inaczej, i jak to się ewentualnie skończyło. Każda rada i każdy komentarz będą pomocne i z góry za nie dziękuję.
Ostatnio jednak zdażyło się tak że nie widzieliśmy się przez dłuższy okres - mniej więcej półtora miesiąca. W międzyczasie kontaktowaliśmy się ze sobą telefonicznie, jednak w ostatnim okresie praktycznie tylko ja wykonywałem telefony i słałem sms'y.
Gdy po przerwie spotkaliśmy się ponownie, z początku było bardzo sztywno i dziwnie, powiedziałbym - nieco nienaturalnie. Nieco zanikła bliskość jaka była wcześniej między nami. Przez cały czas dyskutowaliśmy też o sprawach, co do których okazało się mamy różne zdanie. To się jednak zmieniło pod koniec dnia, tuż przed tym gdy ona wracała do domu. Wtedy pocałowałem ją w usta, ona zaś z początku nie zaregowała. Mimo to atmosfera się nieco zmieniła, zaczęliśmy swobodnie rozmawiać. Okazało się że trzy tygodnie po naszym rozstaniu obraziła się na mnie za moje zachowanie. Rzeczywiście mieliśmy wtedy sprzeczkę przez telefon, jednak chodziło o naprawdę bzdurną sprawę, która nie podejżewałem że może wywołać taką reakcję.
W każdym razie najbardziej zadziwiła mnie właśnie jej reakcja - nie powiedziała mi jak się czuje gdy do niej dzwoniłem, zaś nie rozpoznałem tego - gdyż obydwoje mieliśmy ciężkie sesje, wszystko więc zwaliłem na stres. Powiedziała też że wtedy przestała za mną tęsknić i dlatego nie próbowała się kontaktować. (jak jednak mówiła zazwyczaj im dłużej mnie nie widziała tym jej tęsknota była mniejsza. Czy to normalne?) Później zaczęliśmy mówić o miłych rzeczach. Musiała lecieć na pociąg, więc nie skończyliśmy rozmowy. Rozstaliśmy się jednak w miłej atmosferze, przed odjazdem długo się do siebie przytulaliśmy i pod koniec obydwoje mieliśmy wspaniały humor.
Ponieważ jednak nie zdążyliśmy skończyć rozmowy, po jej przyjeździe do domu zaczęliśmy rozmawiać przez internet, następnie telefonicznie. Podczas tej rozmowy okazało się że ona ma wątpliwości co do naszego związku. Gdy spytałem ją czy jest pewna swoich uczuć do mnie, i czy kiedykolwiek była ich pewna, nie dostałem konkretnej odpowiedzi. Jak przeanalizowałem sytuację - właściwie słyszałem od niej że mnie kocha jedynie w chwilach namiętności, gdy była lekko wstawiona, w obcych językach, lub w niepewnej formie "ja ciebie też" gdy jej to wyznawałem... Ja natomiast - choć z początku miewałem wątpliwości - z czasem doszedłem do wniosku że ona jest dla mnie najważniejsza. Czasem przemykała mi przez głowę myśl że to "ta jedyna", jednak prawdę mówiąc nie miałem dość odwagi by głębiej się nad tym zastanawiać.
Następnego dnia przyjechałem do niej... I znów było dziwnie. Nie tak jak poprzedniego dnia, ale jednak czułem jakby coś było nie tak. Jakby unikała kontaktu ze mną. Gdy natomiast go nie unikała, miałem niejasne wrażenie że się do niego przymusza, że nie jest naturalna. Gdy rozstawaliśmy się, nie nalegała na kolejne spotkanie. Wcześniej zazwyczaj planowaliśmy się widzieć jak najczęściej, teraz natomiast miałem wrażenie jakby tylko mi na tym zależało.
Żeby bardziej zarysować sytuajcę - za parę dni zaczynam pracę w mieście oddalonym od mojego o ok. 300 kilometrów, więc pewnie nie będziemy mieli okazji się zbyt często spotykać. Natomiast za miesiąc jadę na miesięczną praktykę do Anglii. Po moim powrocie już jej nie zobaczę bo wyjeżdża na rok na studia za ganicą. Ani ja ani ona nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy żeby się choć raz podczas jej wyjazdu spotkać. Więc te chwile jakie teraz mamy dla siebie są prawie jedynymi jakie będziemy mieć przez najbliższy rok.
Natomiast gdy od niej wyjeżdżałem, przez głowę przechodziły mi dziwne myśli - czy powinienem ją zostawić, czy nie. Prawdę mówiąc życia sobie na razie bez niej nie wyobrażam i z pewnością ją kocham. Jednak zdaje mi się że ona myśli że mnie nie kocha, choć nie powiedziała mi tego wprost. Czuję też że w przeszłości na pewno mnie kochała, choć nie mogę być tego pewien i nie wiem co ona na ten temat myśli. I wiem że nie rzuci mnie sama przed wyjazdem nawet jeśli będzie myśleć że nasz związek na pewno się nie uda.
Sam nie wiem... Czy powinienem ją zostawić wbrew temu co czuję? I co myślicie o takiej rozłące - czy jest możliwe by zwiazek - bądź co bądź dość młody - wytrzymał taką próbę czasu? Czy macie może doświadczenie związków weekendowych? - z tego co słyszałem zazwyczaj niestety po czasie się rozpadają. Wiem że ją kocham i aż do tygodnia wstecz byłem pewien że jakoś ten rok przetrzymamy... Jednak chcę zaoszczędzić zarówno sobie jak i jej cierpienia. Powiedzcie też czy mieliście doświadczenie gdy ta druga połowa nagle zaczęła zachowywać się nieco inaczej, i jak to się ewentualnie skończyło. Każda rada i każdy komentarz będą pomocne i z góry za nie dziękuję.
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
-
Agusia
tommek, niestety mam wrazenie,ze po Waszej bardzo dlugiej rozlace nic juz nie zostanie... Niestety mam takie silne odczucie,ze Wy juz sie bardzo od siebie oddaliliscie i bedzie jeszcze dalej.... Sam sie dobrze zastanow 1,5 miesiaca wystarczylo aby Wasze stosunki bardzo sie ochlodzily,a macie przed soba jeszcze 12 miesiecy zupelnego "niebycia"....
Dla swojego i jej dobra powinniscie sobie wyjasnic jednoznacznie i bardzo dobitnie co z Wami dalej bedzie.... Nie wroze niestety nic dobrego z tego... Moze byc taka sytuacja,ze jak ona przyjedzie(po roku czasu) bedziecie dla siebie obcymi ludzmi...
Dla swojego i jej dobra powinniscie sobie wyjasnic jednoznacznie i bardzo dobitnie co z Wami dalej bedzie.... Nie wroze niestety nic dobrego z tego... Moze byc taka sytuacja,ze jak ona przyjedzie(po roku czasu) bedziecie dla siebie obcymi ludzmi...
jak przestala sie odzywac wtedy przez te 1,5 miecha to juz wiedziala ze wyjezdzasz? Ale widzisz, to sa wlasnie kobiety... Zadna nie pogada konkretnie tylko sie chowa i udaje ze wszystko ok jak mnie takie cos censored...
"Jest taka cierpienia granica, za ktora sie usmiech pogodny zaczyna...Hyhy "
hyhy e(L)o
hyhy e(L)o
-
prien
Hyhy pisze:Ale widzisz, to sa wlasnie kobiety... Zadna nie pogada konkretnie tylko sie chowa i udaje ze wszystko ok jak mnie takie cos censored****...
Amen! <browar>
Mam wrazenie że jej rozważania na temat tego czy Cie kocha czy nie spowodowane były tą waszą przyszłą rozłaką. Dziewczyna po prostu zaczęła się zastanawiać czy chce przez rok żyć w celibacie i stronić o zagranicznych pięknisiów czy iść na całego. Po tym co ona Ci powiedziała na twoim miejscu nie marnowałbym tego roku, bo tak będzie jeżeli z nią zostaniesz bo ona juz zakończyła wasz związek tylko teraz próbuje to zrobić jak najmniej boleśnie dla niej, bo o Ciebie to już raczej nie dba. Czasami się zastanawiam jakie kobiety są pokręcone i potrafią wszystko niepotrzebnie komplikować

Ok, wypowiem sie, bo tak sie sklada, ze akurat koncze roczny pobyt na studiach za granica, a w sumie widzialem tez takie pary, jak wy, wiec moze uznasz to za pomocne...
A skad, jesli mozna zapytac? Od niej? Myslisz naprawde, ze powiedzialaby Ci o tym??
Po drugie: bedac tutaj i obserwujac, co sie dzieje z Polkami w towarzystwie tych wszystkich poludnowcow: wlochow, hiszpanow, meksykanow, ktorzy robia przez caly czas maślane oczka, mizdrza sie, obejmuja, kleja sie etc., mozna sie naprawde zdziwic. Co najmniej polowie odbija... Z moich znajomych Polek jedna spotyka sie z niemcem, druga z hiszpanem, trzecia z meksykaninem, czwarta z francuzem, piata z hindusem, a szosta wlasnie z hindusem jest w ciazy... Co najmniej polowa z tych, ktore mialy chlopaka, miala to wkrotce w nosie. Jest naprawde niewiele takich, ktore byly wierne i wiem, ze naprawde solidne podstawy musial miec zwiazek, zeby to sie udalo. Acha, a udawalo sie pod warunkiem widywania sie co jakis czas. Nie bylo chyba NIKOGO, kto przez rok nie widzialby sie w ogole z druga osoba i przertwal to. Mysle, ze szanse-w Twoim akurat przypadku-oceniam na jakies maks (!!) 5%... Daj sobie spokoj lepiej i zacznij sie oswajac z mysla, ze czas sobie poukladac wszystko bez niej...
moon pisze:Może jest ktoś trzeci
tommek pisze:na pewno nie ma nikogo trzeciego - to wiem
A skad, jesli mozna zapytac? Od niej? Myslisz naprawde, ze powiedzialaby Ci o tym??
Po drugie: bedac tutaj i obserwujac, co sie dzieje z Polkami w towarzystwie tych wszystkich poludnowcow: wlochow, hiszpanow, meksykanow, ktorzy robia przez caly czas maślane oczka, mizdrza sie, obejmuja, kleja sie etc., mozna sie naprawde zdziwic. Co najmniej polowie odbija... Z moich znajomych Polek jedna spotyka sie z niemcem, druga z hiszpanem, trzecia z meksykaninem, czwarta z francuzem, piata z hindusem, a szosta wlasnie z hindusem jest w ciazy... Co najmniej polowa z tych, ktore mialy chlopaka, miala to wkrotce w nosie. Jest naprawde niewiele takich, ktore byly wierne i wiem, ze naprawde solidne podstawy musial miec zwiazek, zeby to sie udalo. Acha, a udawalo sie pod warunkiem widywania sie co jakis czas. Nie bylo chyba NIKOGO, kto przez rok nie widzialby sie w ogole z druga osoba i przertwal to. Mysle, ze szanse-w Twoim akurat przypadku-oceniam na jakies maks (!!) 5%... Daj sobie spokoj lepiej i zacznij sie oswajac z mysla, ze czas sobie poukladac wszystko bez niej...
Ostatnio zmieniony 10 lip 2005, 14:03 przez GNRose, łącznie zmieniany 1 raz.
The boy you trained, gone he is... Consumed by Darth Vader
-
prien
Moj pani wyjechała na 3 miesiace za granicę. Ja już planuje do niej pojechac mimo że mineły dopiero 2 tygodnie. Jestem jej pewien i ufam jej, ale na samą myśl że jakiś cwel w typie takiego jak pisał GNRose przystawiał by sie do mojego Słońca to mam ochotę wziąć skądś kałacha i powystrzelać wszystkich tego typu. Zpyziałe kut..y myślą że przyjedzie głupiutka Polka i maja łatwe ciupcianie. Dlatego myślę że takie odwiedzanie sie (o ile to możliwe) jest po prostu dobre żeby podładować baterie i nie mieć głupich myśli.
Bez tego i jeszcze rok i taka sytuacja przed wyjazdem - nie ma sznas.
Bez tego i jeszcze rok i taka sytuacja przed wyjazdem - nie ma sznas.
gargul pisze:na samą myśl że jakiś cwel w typie takiego jak pisał GNRose przystawiał by sie do mojego Słońca to mam ochotę wziąć skądś kałacha i powystrzelać wszystkich tego typu. Zpyziałe kut..y myślą że przyjedzie głupiutka Polka i maja łatwe ciupcianie.
Gargul, problem w tym, ze WLASNIE TAK JEST!! Te wszystkie ciolki rzucaja sie na nie jak zglodniale psy, bo u nich widok np. blekitnookiej blondynki zdarza sie tylko w telewizji i dla nich zaliczenie takiej laski to zajebisty powod do dumy. Z tym z kolei tez nagle przewraca sie w glowach, kiedy nagle banda poludniowcow klei sie do niej z kazdej strony wmawiajac jej, jaka jest piekna, ze nigdy takiej nie spotkal, ze to jest na pewno milosc, do tego jak jeszcze jest przystojny i dobrze tanczy, to naprawde te Polki stanowia latwy cel. Zdziwienie nastepuje dopiero po niedlugim czasie, kiedy zauwaza go w objeciach z inna...
The boy you trained, gone he is... Consumed by Darth Vader
-
prien
GNRose pisze:Z tym z kolei tez nagle przewraca sie w glowach, kiedy nagle banda poludniowcow klei sie do niej z kazdej strony wmawiajac jej, jaka jest piekna, ze nigdy takiej nie spotkal, ze to jest na pewno milosc, do tego jak jeszcze jest przystojny i dobrze tanczy
Właśnie o to chodzi że w penych sytuacjach kobietom wyłącza się rozum i widzą jakieś same złudzenia, a nie wszystkie potrafią to wyłaczyć w odpowiednim momencie. Pewnie sobie wtedy myślą że ten mój w kraju to ani tańczyć nie umie i w ogóle jakiś taki nieopalony więc czemu nie poszaleć z uroczym Fernando
To oczywiście zalezy od kobiety ale wy panie też jesteście próżne tak samojak nam to zarzucacie. Lubicie jak faceci dobrze kręcą pupcia i dobrze tańczą i potraficie zgłupieć dla tego. Wszedzie panuje wszechobecna opinia że jeżeli chodzi o zdrady to faceci wioda prym, a mnie sie wydaje że kobiety nie są gorsze.gargul pisze:Pewnie sobie wtedy myślą że ten mój w kraju to ani tańczyć nie umie i w ogóle jakiś taki nieopalony więc czemu nie poszaleć z uroczym Fernando
Moze nie tyle uwazaja go za lepszego, co chca sprobowac czegos innego, nowego (czego swoja droga wiekszosc psiapsiolek nie sprobowala i pewnie nigdy nie sprobuje...). Na stale raczej zadna by sie z takim wiazac nie chciala...
gargul pisze:Wszedzie panuje wszechobecna opinia że jeżeli chodzi o zdrady to faceci wioda prym, a mnie sie wydaje że kobiety nie są gorsze.
Kobiety po prostu nie przyznaja sie do tego, bo w naszej szerokosci geograficznej facet zaliczajacy panienki to atrakcyjny jebaka, budzacy zazdrosc innych samcow i zainteresowanie kobiet swoim doswiadczeniem, a kobieta sypiajaca z wieloma facetami to dziwka...
The boy you trained, gone he is... Consumed by Darth Vader
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
gargul pisze:Pewnie sobie wtedy myślą że ten mój w kraju to ani tańczyć nie umie i w ogóle jakiś taki nieopalony więc czemu nie poszaleć z uroczym Fernando
nie mój drogi panie
raczej myślą, dlaczego ci w kraju nie są tak otwarci; czemu nie potrafią mówić, to co chcę usłyszeć; tak delikatni i tak dalej -> blebleble... Też tak miałam - ale ja byłam wolna a poza tym moje szalenstwo ograniczało sie do grzeczniutkich randek, pocałunków i tańca
Tylko że takie "zaloty" szybko sie nudzą i ja nie rozumiem kobiet które daja sie wciągnąć w coś więcej a tych, które dla kogoś takiego jak "Fernando" zdradzają faceta... <belt1> Ci których spotkałam, może byli mili ale dla mnie to taki południowy typ "pustaków" <przepraszam za ogólnienie - nie chce nikogo urazić>
To jest bardzo fajne - ale dla zakompleksionych panienek, które nagle zaczynaja wierzyć w siebie...

ciesz się sobą
tommek pisze:Żeby bardziej zarysować sytuajcę - za parę dni zaczynam pracę w mieście oddalonym od mojego o ok. 300 kilometrów, więc pewnie nie będziemy mieli okazji się zbyt często spotykać. Natomiast za miesiąc jadę na miesięczną praktykę do Anglii. Po moim powrocie już jej nie zobaczę bo wyjeżdża na rok na studia za ganicą. Ani ja ani ona nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy żeby się choć raz podczas jej wyjazdu spotkać. Więc te chwile jakie teraz mamy dla siebie są prawie jedynymi jakie będziemy mieć przez najbliższy rok.
Wy zamierzacie być razem, czy tylko udawać, że "macie kogoś"?? Przecież ten związek ma tak nikłe szanse na przetrwanie, że aż nie warto o tym mówić. Prawicie oboje o Wielkiej Miłości a ani jedno z Was nie jest gotowe zrezygnować z czegoś, żeby ta miłość dostała swoją szansę. Nie musisz nawet nic mówić, najprawdopodobniej za jakiś czas jedno z Was poinformuje drugie, że "wiesz kochanie poznałem/am kogoś..." Tutaj nawet nie potrzeba tego "trzeciego" wy sami wybieracie co wolicie zrobić, po profilu widzę, że oboje (przynajmniej Ty) jesteście dorośli w tym wieku człowiek potrafi już wybrać - a nie da się mieć wróbla w garści i gołębia na dachu!!
Grzeczne dziewczynki idą do nieba
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 618 gości




