Strona 1 z 2
Facet... ten podły wykorzystywacz ;)
: 06 sty 2005, 13:32
autor: Prokurator
Nie razi Was, drodzy Panowie, coraz częściej upowszechniany pogląd, jakoby nasza płeć była zawsze tą kuszącą do złego, wiecznie nienasyconą, polującą na kobiety, wykorzystującą je... Do zadania tego pytania skłoniła mnie lektura paru stron internetowych dotyczących stosunków damsko-męskich. Jeśli chodzi o NIEGO to porad jest niewiele, jeśli natomiast chodzi o NIĄ, to porady idą w setki... utwierdza to młode dziewczęta w przekonaniu, że facet jest tym wykorzystującym, nieczułym, co rodzi dodatkowe konsekwencje: potem ONE usprawiedliwiają tym swoje skoki w bok, nie liczą się z uczuciami facetów... Czemu tak wiele osób zapomina, że związki damsko-męskie opierają się na równości, że facet też może nie chcieć się kochać, mieć wątpliwości, uczucia, a nie tylko nieokiełznane pragnienia?
: 06 sty 2005, 13:37
autor: lizaa
ech...i znow facet pokrzywdzony. to ze kobiety zazwyczaj tak mysla o facetach to nic dziwnego , przeiez to zazwyczaj Wy gwalcicie , rzucacie , wykorzystujecie ....wcale nie kobiety...

po prostu kobiety jak plec slabsza wykorzystala sile mezczyzn i sile slow. te ktore sie zawiodly na mezczyznach opowiadaly o tym tysiomcom kobiet a te dzieki temu znow zaczely myslec ze facet to ten zly i trzeba uwazac na nich. a prawda jest taka ze jest porowno. ja szczerze mowiac rowniez sie zawiodlam na niektorych panach ale jakos nie mysle zle o wszystkich... np moj Misiek jest najlepszym facetem podsloncem...

: 06 sty 2005, 13:41
autor: Prokurator
Ciekawe tylko czy panowie nie zawiedli się na Tobie? To prawda, że facetowi łatwiej jest zadać cierpienie fizyczne, ale od cierpienia psychicznego to specjalistkami są kobiety :553:
: 06 sty 2005, 13:43
autor: fish
Nie wiem co prawda gdzie to wyczytałeś ale akurat ja się nie spotkałem z taką opinią. Stereotyp, który przestaje być aktualny. Moim zdaniem ta teoria nie jest coraz bardziej upowszechniana a wręcz przeciwnie, zaczyna być obalana przez same kobiety. Wystarczy poczytać nasze forum aby zobaczyć ilu facetów zostało wykorzystanych.
A co do związków damsko-męskich - oczywiście, że powinny się opierać na równości. Niestety nie każdy potrafi to zrozumieć. Dopiero jak dostanie kopa, zacznie się zastanawiać co było nie tak i prawdopodobnie dojdzie do wniosku, że jednak równości i partnerstwa w ich związku nie było.
: 06 sty 2005, 13:47
autor: lorenzen
Pełna zgoda z Fishem - Prokuratorze nieuzasadnione uogólnienia w poważnych tematach wykluczają dyskusję.
A zadając takie pytania Liziee (bez względu na omen nomen Twój nick) potwierdzasz pogląd który Cię denerwuje dodając do niego wszakże agresję psychiczną :573: :565: .
Spokojnie ludzie są różni, a podział na płeć wcale nie jest najistotniejszym ich wyróżnikiem.
:564:
: 06 sty 2005, 13:52
autor: ptaszek
Tak do końca nie jest, jak piszesz Prokuratorze. Ja wokół siebie spotykałam się z dość częstą opinią, że to kobieta jest szatańską kusicielką, która w dodatku prowadzi chytre gierki. Także zdania są podzielone, a prawda leży pośrodku 
: 06 sty 2005, 13:55
autor: Miltonia
Zwiazek
moze, a nie
musi opierac sie na rownosci. Dla kazdego cos innego. Sa kobiety bluszcze i mezczyzni chcacy byc slupkiem dla tego bluszczu i mezczyzni dzieci oraz kobiety z potrzeba matkowania. Trzeba sie tylko odpoiwednio dobrac i miec swiadomosc, czego sie potrzebuje i szuka.
Co do stereotypu, ze to mezczyzni sa tacy zli. Musi taki stereotyp istniec ze wzgledow ewolucyjnych. Kobieta nie moze ufac kazdemu mezczyznie, bo ma wiecej do stracenia. To ona zwykle zostaje z "owocem milosci" i ma mniejsze pozniej szanse na nowy zwiazek. Tak bylo i jak na razie jest. A mezczyzna z kolei, tez ze wzgledow ewolucyjnych, powinien szybciej zapominac to zle, bo jego celem jest "rozsiewanie" swoich genow. Jesli zacznie uwazac, ze kobiety sa takie zle, to nie spelni swojej funkcji po prostu. Ja wiem, ze to potworne uproszczenie, ale biologia jest w nas silniejsza niz myslimy. Otaczamy ja ladnie mgielka kultury, ale oszukac sie jej nie da

.
: 06 sty 2005, 13:57
autor: Prokurator
Może to tylko moje postrzeganie Fish i wyczulenie na pewne aspekty

Jednak ciągle uważam, że faceci są dyskryminowani troszkę
Co do agresji psychicznej ... ach wybacz... nie chciałem, po prostu chciałem sprowokować do pomyślenia szerszego... Czasem uogólnienia są niezbędne dla poznania sedna sprawy, cała nauka psychologii opiera się na uogólnieniach, które potem w ten czy inny sposób stara się odnosić do konkretnych przypadków...
A co do równości, to punktem wyjścia każdego związku jest consensus dwóch stron co do wstąpienia do niego i co do pewnych zasad, czyli jednak równość...
: 06 sty 2005, 14:01
autor: fish
To ona zwykle zostaje z "owocem milosci" i ma mniejsze pozniej szanse na nowy zwiazek. Tak bylo i jak na razie jest.
Ale to nie jest wina facetów tylko naszego popieprzonego prawa. Nawet jakbym chciał zostać z dzieckiem to sąd i tak odda dziecko matce. I tak jest w grubo ponad 90-ciu procentach wypadków.
A nie uważam, że ma znow takie mniejsze szanse. Zależy od mężczyzny. Mi osobiście zupełnie to nie przeszkadza.
: 06 sty 2005, 14:02
autor: Prokurator
fish pisze:Ale to nie jest wina facetów tylko naszego popieprzonego prawa. Nawet jakbym chciał zostać z dzieckiem to sąd i tak odda dziecko matce. I tak jest w grubo ponad 90-ciu procentach wypadków.
To się powoli zmienia... znam parę przypadków w których wygrał ojciec...

: 06 sty 2005, 14:03
autor: lorenzen
Ja wiem, ze to potworne uproszczenie, ale biologia jest w nas silniejsza niz myslimy. Otaczamy ja ladnie mgielka kultury, ale oszukac sie jej nie da .
Och tak tego Miltoniu nie mogę zostawić - jak napisałaś wcześniej w innym kontekście dla każdego coś innego, również w kwestii uzasadniania swojego zachowania biologią, czy kulturą...
Oczywiście świadom jestem upraszczania, abstrakcyjnych zdań przeze mnie tu wypowiedzianych, a co najważniejsze że pozostają tylko postulatami, życzeniami jak sam chciałbym się zachowywać i ku czemu dążę - nie mniej biologia to coś od czego się odrywam zmierzając w kierunku kultury - taki jest kierunek.
Co oczywiście nie zmienia faktu, że codziennie wykonuję masę czysto biologicznych czynności - więc proszę nie przypominajcie mi Drodzy forumowi Szczególarze, iż jem, wydalam i odczuwam czysto fizyczną przyjemność z seksu itp. itd., bo zresztą właśnie mi się chce... a kobiety w okół ni hu hu :573:
:564:
edit - Prokuratorze, po Twych kolejnych postach zwracam honor - dyskutujmy zatem ile wlezie
:564:
: 06 sty 2005, 14:06
autor: Mysiorek
Mówimy o poglądach?
Dawniej to wyłącznie faceci mieli licencję na zdradzanie, a raczej na mówienie o tym. Z wielu względów, Kobiety były święte w oczach opinii publicznej.
Od początków "rewolucji kobiecej" (jak dla mnie to od ok. 10 lat) w tym kraju, tabu pękło i mówi się również o "nieświętości" Kobiet.
Wiecie... nowoczesna wersja "Kobiety na Traktory", minister ds. równego statusu Kobiet i Mężczyzn, Cosmopolitan'y mówiące: wyraź to!! ... więc Kobiety "nie krępują się" już i wzięły sprawy w swoje ręce (robią to) i usta (mówią o tym).
Mowa o rogach, cokolwiek to znaczy w jakiejkolwiek postaci:P
:564:
: 06 sty 2005, 14:06
autor: karol
Problem polega na tym iż kobiety o tym mówia i to głosno , jak i wszem i wobec , faceci tłumią to w sobie , stad zgoda z prokuratorem moja ! :564:
Kazda ze stron ma ogromne mozliwosci manipulacji drugą stroną , na całe szczescie nie wszyscy o tym wiedzą jak i umieja to robić , gdy jednak trafisz na godnego siebie przeciwnika , jet zajebiscie ! :564: :547:
: 06 sty 2005, 14:21
autor: Prokurator
karol pisze:Problem polega na tym iż kobiety o tym mówia i to głosno , jak i wszem i wobec , faceci tłumią to w sobie , stad zgoda z prokuratorem moja ! :564:
Właśnie, może właśnie o to chodzi... coś tutaj jest na rzeczy

Przecież to takie "nie-męskie" użalać się nad tym, że kobieta zdradziła, że odeszła, że oszukała... wśród kolegów trudno mówić o takich sprawach. A potem niektórzy myślą, że facet rzeczywiście jest tym twardym i pozbawionym uczuć...
: 06 sty 2005, 14:25
autor: fish
Przecież to takie "nie-męskie" użalać się nad tym, że kobieta zdradziła, że odeszła, że oszukała... wśród kolegów trudno mówić o takich sprawach. A potem niektórzy myślą, że facet rzeczywiście jest tym twardym i pozbawionym uczuć...
Całe szczęście, że to też już się zmienia.

: 06 sty 2005, 14:26
autor: lorenzen
No i może macie rację z tą walką płci - wywoływaną przez wściekłe (czyt. zawiedzione na facetach) feministki ... w odróżnieniu od kobiet domagających się rozsądnego równouprawnienia (czyt. np wynagrodzenia i dostępu do awansu zawodowego wg klucza kompetencji, a nie płci) - tylko po co się w nią wpisywać.
Kobieta to dla mnie przede wszystkim człowiek - oczywiście przez swą odmienność szalenie ciekawy i frapujący, a dopiero później obiekt pożądania. I dokładnie tak samo chciałbym być traktowany... tak rozumiem ową równość.
A jeśli jakaś idiotka miałaby się na mnie obrazić za to, że np pocałowałem ją w rękę, albo przepuściłem w drzwiach (choć jeszcze takiej nie spotkałem - wszystkie mi znane to postaci medialne i mam wrażenie że głównie prowokatorki, które myślą iż znalazły wygodną trampolinę do kariery, popularności itd), to ja potem pokibicuję jej, gdy będzie dźwigała ciężkie siaty... :562: .
A rogi jeśli mają taką fantazję, to niech przyprawiają, tylko później niech z podniesionym czołem ponoszą tego konsekwencje.
:564:
: 06 sty 2005, 14:33
autor: fish
Nie martw sie Enzo, konsekwencje poniosą wcześniej niż im się wydaje.
I z równością też masz rację. Jedna strona i druga musi coś od siebie dawać, nie tylko brać. Tu kolejny stereotyp, że to facet powinien być tym zdobywającym, dającym cały czas oznaki miłości. W życiu tak juz nie ma, i całe szczęście
Jak równość to równość. My też potrzbujemy milości, zrozumienia, akceptacji itp.
A jeśli jedna strona tylko to okazuje to kończy się... rozstaniem.
: 06 sty 2005, 14:34
autor: Samael
Dajcie spokój.. moja pierwsza dziewczyna wyrobiła we mnie poczucie, że to ja żądam seksu, którego ona nie chce, że zawsze wszystko spapram w naszych stosunkach i w ogóle... nie to, że w ogóle nie miała racji, ale miała ją powiedzmy w 1/5 przypadków. Efekt jest taki, że mam obsesję na tym punkcie...
: 06 sty 2005, 14:43
autor: lorenzen
Trza Ją było "głodem" Samaelu - zresztą można tak z każdą kolejną i obsesja odejdzie w niebyt.
:564:
: 06 sty 2005, 14:50
autor: Sir Charles
lorenzen pisze:Kobieta to dla mnie przede wszystkim człowiek - oczywiście przez swą odmienność szalenie ciekawy i frapujący, a dopiero później obiekt pożądania. I dokładnie tak samo chciałbym być traktowany... tak rozumiem ową równość.
Zgadzam sie w 158 %

:564: - ta odmiennosc rzeczywiscie potrafi byc intrygujaca...
Ale mnie tez nic tak nie denerwuje jak swiadomosc przylepionej mi geby pod tytulem "no fajny koles, szkoda ze pewnie jak wszyscy faceci chce sie tylko ze mna przespac, wykorzystac a potem rzucic" - to rzutuje potem na wzajemne stosunki no bo jak ma byc mozliwa rozmowa o czymkolwiek jezeli dziewczyna patrzy na ciebie wzrokiem ktory oznacza ni mniej ni wiecej tylko "moze ci dam moze ci nie dam, zobaczymy czy bedziesz grzeczny" :565:
: 06 sty 2005, 14:53
autor: Miltonia
Samael pisze:Dajcie spokój.. moja pierwsza dziewczyna wyrobiła we mnie poczucie, że to ja żądam seksu, którego ona nie chce, że zawsze wszystko spapram w naszych stosunkach i w ogóle... nie to, że w ogóle nie miała racji, ale miała ją powiedzmy w 1/5 przypadków. Efekt jest taki, że mam obsesję na tym punkcie...
Nie ona w Tobie wyrobila, tylko Ty dales w sobie wyrobic, a to duza roznica. Nieladnie tak zwalac wszystko na druga strone. Masz wplyw na to, co robisz z tym, co dostajesz od drugiej strony.
: 06 sty 2005, 14:56
autor: lorenzen
Tym razem Miltoniu pełna zgoda :564: .
Charlie - podejmij walkę z tą gębą, Pani się mocno zdziwi i wówczas dopiero staniesz się interesujący już nie na żarty.
:564:
: 06 sty 2005, 14:59
autor: Sir Charles
lorenzen pisze:Charlie - podejmij walkę z tą gębą, Pani się mocno zdziwi i wówczas dopiero staniesz się interesujący już nie na żarty.
:564:
no to jest moj glowny orez w odwiecznej walce plci

pokazac jaki ze mnie wartosciowy facet co to nie tylko o seksie mysli

: 06 sty 2005, 16:20
autor: karol
Nie ma nic złego jednak w mysleniu o sexie ! spojrzec na to po prostu nalezy , z innej strony ! :564:
: 06 sty 2005, 16:35
autor: Samael
No dziękuję pięknie... Wiesz, pierwsza dziewczyna, brak odniesienia - a ja byłem nastawiony na zasadzie "zrobię dla ciebie wszystko". Więc może i "dałem się", ale nie wiem, czy miałem szansę coś z tym zrobić.
"kolejnym razem" było łatwiej zachować asertywność, bo miałem jakieś punkty odniesienie, niemniej jednak co zostało, to zostało...

Dopiero ostatnio się z tego otrząsam, ale to jeszcze z deka może potrwać (a trwa już ładnych 5-6 lat)
: 06 sty 2005, 20:34
autor: Mysiorek
Nie ona w Tobie wyrobila, tylko Ty dales w sobie wyrobic
W pewnym wieku, a szczególnie przy pierwszym związku jesteśmy bardzo plastyczni. Można nas lepić na swoją modłę - wzajemnie.
Zazwyczaj się zgadzamy na takie robótki ręczne :562:
czyt. "dajemy sobie wyrobić" :564:
: 06 sty 2005, 20:41
autor: lorenzen
Nie mogę się nie zgodzić z Tobą Mysiorku, ale może pokierujemy topik w stronę pytania jak to jest później, na ile można te 1-sze nawyki, wrażenia które dały niezapomnianą radość i błogostan zmienić

?
Szczerze powiem, iż zadałem pytanie nieco tendencyjnie łudząc się, iż zmienić mogę wszystko, polubić wszystko itp. - tak jak otworzyć się zupełnie na nową partnerkę...
A więc jak to jest starsi Wyjadacze i jak to się Wam wydaje młode Wilki Forumowe???
:564:
ps - Przyjmijmy roboczą hipotezę, że byliśmy z kimś ładnych kilka lat i że była Ona/On naszym pierwszym.
: 06 sty 2005, 20:43
autor: Samael
Mysiorek pisze:Nie ona w Tobie wyrobila, tylko Ty dales w sobie wyrobic
W pewnym wieku, a szczególnie przy pierwszym związku jesteśmy bardzo plastyczni. Można nas lepić na swoją modłę - wzajemnie.
Zazwyczaj się zgadzamy na takie robótki ręczne :562:
czyt. "dajemy sobie wyrobić" :564:
Nic dodać, nic ująć - własnie o to mi chodziło.
: 06 sty 2005, 21:00
autor: Prokurator
lorenzen pisze: na ile można te 1-sze nawyki, wrażenia które dały niezapomnianą radość i błogostan zmienić

?
ps - Przyjmijmy roboczą hipotezę, że byliśmy z kimś ładnych kilka lat i że była Ona/On naszym pierwszym.
To zależy jakie to są wrażenia... bo nie zawsze jest radośnie i błogo... ja szczerze powiedziawszy też przez to jak zachowywała się moja pierwsza sympatia miałem przez długi czas w ogóle obawę przed podjęciem stosunku z kimkolwiek, bo mi niejako "wmówiła", że ją wykorzystuję... a ja po prostu chciałem przyjemności, nie tylko dla siebie, ale dla obojga ...
Ogólnie jednak powiem, że im głębiej w las, tym wrażenia ciekawsze i można się do nich dostrajać... szczególnie jeśli wiązemy z tym wyższe uczucia, miłość pozwala nam naprawdę na wielkie zmiany

: 06 sty 2005, 21:01
autor: karol
Pewne rzeczy wyniesione z takich zwiazków (pierwszych) moga zostac w pewnych przypadkach nie zmienne , bo tak głeboko zakozenione ze trzeba lat i czasu by to zmienić ! ale u róznych ludzi moze byc z tym róznie :564: