: 12 sie 2004, 23:19
Ciężka sprawa, ale z pewnością nie jest beznadziejna. Z moją narzeczoną mieszkamy razem od dwóch lat. Pracuje zarówno ona, jak i ja. Chociaż nie musiałaby tego robić, bo starczyłoby i z mojej pensji. Nigdy jednak nie pomyślałem o tym, aby jej tego zabronić...
Samodzielność to bardzo ważna sprawa, bo różne przeszkody na nas czekają w życiu. Szkoda, że Twój mąż nie pomyślał o tym, co będziesz robić, gdy dziecko będzie już starsze, samodzielne. Kim wtedy będziesz Ty? Wtedy zostanie Ci już tylko dom. Nic więcej.
Jak skończysz studia, pewnie zdobędziesz pracę. To tylko 8 godzin dziennie, a zresztą nie musisz iść od razu na pełny etat. Ktoś na pewno się zaopiekuje małą pociechą w tym czasie i nic jej grozić nie będzie.
Jak już rozpoczniesz studia, to pewnie się wszystko poukłada, a on pogodzi się z zaistniałą sytuacją
Samodzielność to bardzo ważna sprawa, bo różne przeszkody na nas czekają w życiu. Szkoda, że Twój mąż nie pomyślał o tym, co będziesz robić, gdy dziecko będzie już starsze, samodzielne. Kim wtedy będziesz Ty? Wtedy zostanie Ci już tylko dom. Nic więcej.
Jak skończysz studia, pewnie zdobędziesz pracę. To tylko 8 godzin dziennie, a zresztą nie musisz iść od razu na pełny etat. Ktoś na pewno się zaopiekuje małą pociechą w tym czasie i nic jej grozić nie będzie.
Jak już rozpoczniesz studia, to pewnie się wszystko poukłada, a on pogodzi się z zaistniałą sytuacją
Myslałem iz jestes bardziej szczesliwa ! po postach Twych tak wnioskowałem !
Kompromis to takie ładne słowo, może zacznijcie o nim częsciej rozmawiać, wyjaśniaj mu do skutku, że będziesz tylko i wyłacznie wtedy spełniona, gdy bedziesz mogła realizować włąsne cele, że udowodnisz mu, że dziecko na tym nie ucierpi, że jeszcze będzie z Ciebie dumny, życzę Ci powodzenia i dużo cierpliwości Wam obojgu, trzymaj sie mocno.