agnieszka.com.pl • //
Strona 1 z 1

: 12 sie 2004, 23:19
autor: Damian
Ciężka sprawa, ale z pewnością nie jest beznadziejna. Z moją narzeczoną mieszkamy razem od dwóch lat. Pracuje zarówno ona, jak i ja. Chociaż nie musiałaby tego robić, bo starczyłoby i z mojej pensji. Nigdy jednak nie pomyślałem o tym, aby jej tego zabronić...
Samodzielność to bardzo ważna sprawa, bo różne przeszkody na nas czekają w życiu. Szkoda, że Twój mąż nie pomyślał o tym, co będziesz robić, gdy dziecko będzie już starsze, samodzielne. Kim wtedy będziesz Ty? Wtedy zostanie Ci już tylko dom. Nic więcej.
Jak skończysz studia, pewnie zdobędziesz pracę. To tylko 8 godzin dziennie, a zresztą nie musisz iść od razu na pełny etat. Ktoś na pewno się zaopiekuje małą pociechą w tym czasie i nic jej grozić nie będzie.
Jak już rozpoczniesz studia, to pewnie się wszystko poukłada, a on pogodzi się z zaistniałą sytuacją :)

: 12 sie 2004, 23:27
autor: gracja
A może, SueEllen, jesteś zbyt doskonała, a o chce miec swoja "idealną" żonę dla siebie? On chciał miec superkobietę, superdziecko i superdom. Ma go. Nie chce Cię puścić w "świat", bo boi się, że już nie bedzie dla Ciebie najważniejszy. Będa inne "ważne" sprawy. Wydarzenie, miejsca, osoby, którym tez będziesz poświęcać czas. Byc może Asia to główny powód albo 'przykrywka' do obawy, że możesz wyfrunąć z gniazdka. Zburzy się Jego wyobrażenie stabilizacji. Mówiłas kiedyś, że w pewnym sensie 'złapał Cię na dziecko'. Hmm, czy to nie był sygnał do tego, że On ma już ustalone, uporządkowane i od dawna zaplanowane życie? Nie znam Was i nie jestem facetem, ale wiem, iz pewne wzorce czerpie się równiez z domu, czasem zupełnie nieswiadomie. Jak było u niego?

: 12 sie 2004, 23:27
autor: Damian
Debilny argument... mąż kuzynki też tak myślał. Ona siedziała w domu, a on prowadził firmę budowlaną. Po 14 latach postanowił od niej odejść, a ona została z niczym. Bez wykształcenia, bez pracy... bez perspektyw, gdyż skończyła tylko liceum zawodowe.

: 12 sie 2004, 23:30
autor: Andrew
Jak najbardziej chciałbym by moja Pani pracowała , kobieta w domu dziczeje !JEZELI MASZ TYLKO MOZLIWOAS BY DZIECKO ZOSTAWIC W DOBRYCH REKACH , TO NIE REZYGNÓJ Z TEGO CO DLA CIEBIE WAZNE !!! Bo facet ....cóz dzis jest ten, a niewiadomo jak bedzie , moze byc inny ! :547: jak mówiłem wszystko sie moze zdazyć , a dziecko jak bys dobrze wychowywała i tak bedzie pod wpływem srodowiska i to one też mimo naszego sprzeciwu go bedzie wychowywać ! kształtowac ! to blef !! zasłanianiem sie dobrem dziecka , dzisma prace ale za lat 10 ??? wszystko sie zmienia i nigdy nie wiadomo !! Myslałem iz jestes bardziej szczesliwa ! po postach Twych tak wnioskowałem !

: 12 sie 2004, 23:40
autor: Mysiorek
Najbardziej go ubodło, nie to, że poszłam na studia, tylko fakt, że wzięłam pieniądze od ojca. Traktuje to jak porażkę osobistą. Boli go, że się go nie słuchałam w tej sprawie i zrobiłam po swojemu przyjmując pomoc ojca.

Ja tez bym się wściekł! Moja Pani brała kasę od tatusia i z każdym razem wiedziałem, że to nie Nasza kasa tylko obca. No i mi to wypomniano kiedys z hukiem (teściowie). Myślałem, że mnie szlag trafi. potraktował to jak małą zdradę.
Zawsze się mnie pyta o zdanie i ustalamy wszystko wspólnie.

Byłas może za mało przekonywująca. A gdybyś powiedziała o pożyczce od ojca (szantaż) to chyba dotarłoby do niego, że jesteś aż tak zdeterminowana i na drugi dzień zgodziłby się.
Nie rozumiem go. O co mu może tak naprawdę chodzić? Dlaczego miałby się bać mojej samodzielności?

Raczej chodzi mu o to, że będziesz otoczona zgraja "pawi" stroszących piórka dla Ciebie. I przypuszczam, ze jeśli usamodzielnisz się finansowo, będziesz ostrzej stawiac zapytania i wspólne sprawy.
U nas było podobnie, zawsze ja zarabiałem, a Ona wychowywała. Poszłą do pracy i był kolorowy zawrót głowy.
Jeśli dzieje sie to w miare szybko (tzn, kótko sie jest w domu samej) to O.K. Jesli duzo czasu upłynie w domu, to ten inny świat (praca) może zawrócić w głowie.
Moja Pani zaczęła pracę w nowo organizującej się firmie razem z 6-ma koleżnkami. Po roku wszystkie (wszystkie 7) panie rozwodzą się lub ich związki się już rozpadły.
Ale nie zawsze musi byc tak.

: 12 sie 2004, 23:44
autor: Andrew
Siedzenie w domu nie uchroni jej przed podrywaczami , bedzie sie czuła nie spełniona i wtedy dopiero podatna bedzie na pokusy !

: 12 sie 2004, 23:47
autor: lorenzen
A ja powiem, że bzdurny jest ten argument o feminizmie - co to ma wspólnego z samodzielną kobietą mającą swoje pasje poza domem???
Nie mam dobrej rady poza poważną rozmową.
U mnie początkiem końca (tzn mojego zamykania się w sobie i w efekcie odejścia "mojej" Pani) był właśnie fakt, iż zdałem sobie sprawę, że nie fascynuje i nigdy nie zafascynuje mnie Ona właśnie pod względem inetelektualnym - że nie jesteśmy w stanie poważnie porozmawiać o czymś abstrakcyjnym, nagle słyszałem tylko pytanie co będziemy jeść, gdzie pójdziemy i umarłem, poczułem że rozmieniam się na drobne i odrętwiałem.
Nigdy więcej czegoś takiego - miłość, zakochanie to stan ducha i umysłu.

: 12 sie 2004, 23:50
autor: Mysiorek
krzys pisze:Siedzenie w domu nie uchroni jej przed podrywaczami , bedzie sie czuła nie spełniona i wtedy dopiero podatna bedzie na pokusy !

To też mówie... póki czas niech "wymiata" z domu, bo potem może byc już za późno na np. opanowanie tych pokus.

: 13 sie 2004, 00:02
autor: gracja
zdałem sobie sprawę, że nie fascynuje i nigdy nie zafascynuje mnie Ona właśnie pod względem inetelektualnym - że nie jesteśmy w stanie poważnie porozmawiać o czymś abstrakcyjnym


nigdy nie mieliście czy krok po kroku zanikała w Was ta umiejętność?

: 13 sie 2004, 00:13
autor: Andrew
Z czasem Ci to przejdzie , wszystko wymaga czasu ! po prostu masz doła i tyle ! a na dół najlepsze jest piwo !! :564: i dobry sex , najlepiej nie ze swym partnerem ! :547: :547: :547: :547: :547:to zarcik oczywiscie ,
nie przejmuj sie juz nigdy nie bedzie tak jak było kiedys przyzwyczaisz sie do tego kazdy tak ma z początku , potem juz bedzie dobrze , ale walcz o swoje !!
Alke skoro Ci wszystkiego tego co piszesz tak bardzo brak !! to boje sie bardzo o Twa miłosc do Twego partnera !

: 13 sie 2004, 00:17
autor: Andrew
Ale tez nic na dłuzej jej nie poprawi !! :567:

: 13 sie 2004, 00:18
autor: Mysiorek
Facet nie zawiódł, to ja zawodzę. Nie byłam, ani nie jestem gotowa na zostanie żoną, ani matką. Chciałabym być znów młodą panną, bawić się, mieć marzenia, martwić się wyłącznie o własny tyłek i mieć wszystko w nosie. Czy jestem egoistką?

Ciężko to zabrzmiało. Ciężko.
Nieświadome macierzyństwo (a z nim całkowita zmiana życia), czasem burzy związek.
Ale do tego musi też dojrzeć mąż. Chyba nie rozmawiałaś z Nim na tak ważne tematy lub jeszcze nie pojął, nie dotarło do Niego, że aż tak Cię ciągnie do "starych" czasów.

: 13 sie 2004, 00:23
autor: gracja
Czy jestem egoistką?

NIE JESTEŚ! to znak, ze jesteś zdrowa :)
A jesli znalazłaś się na innym etapie życia to podejdz do tego jakby niewiele sie zmieniło. Nie traktujmy małżeństwa jak czegoś co odcina nas od beztroskiej przeszłości. I co z tego, że mamy dziecko? Że mamy obowiązki - na studiach też się zarywało noce :)
Nie dorosłaś, byc może, teraz tego nie zmienisz. Kilka miesięcy męczącej opieki, a potem.. praca, spotkania ze znajomymi, imprezy (dzidzus u babci), korzystaj z zycia, masz niewiele ponad 20 lat. I nie zamykaj się w domu!
Mam znajome malzenstwo z malym dzieckiem, oj nic sie w ich zyciu nie zmieniło. Tryb zycia jeszcze bardziej..szczeniacki :) Jest impreza, mały Dominik śpi obok w pokoju. Taka róznica, że dziecko ma wiecej niz standardowo cioć i wujków :) A rodzicami są wpaniałymi.
Nie wiem czy to życie nas przytłacza czy juz tak mamy zakodowane w głowie, że..po slubie pewnych rzeczy "nie wypada", zawsze jest dobro wyzsze od rozrywek, a najlepiej zamknąć się w czterech ścianach i ciiiiiiii, bo mały śpi..

: 13 sie 2004, 00:37
autor: gracja
A ja Cie rozumiem, nawet nie wiesz jak bardzo. To taka rozbierzność między: 'on już', a Ty 'jeszcze nie'. Między stabilizacją a szaleństwem. Ja jeszcze nie jestem zoną i przez najbliższe kilka lat nie zamierzam, a juz to odczuwam..i boję się, że 'to' moze zadecydować za nas...
Wiesz, ale najlepsza jest postawa, że Ty kierujesz swoim życiem, a nie ono Tobą. Teraz to taki "okres przystosowawczy", potem robisz co chcesz. I nigdy nie mów, że cos cię ogranicza, bo tak naprawdę swoje marzenia i dążenia hamujemy sami.

jeszcze jeden przykład dla przybliżenia:
W tym roku miałam praktyki w sądzie. Był tam sędzia, który pokazywał nam .jpg z tegorocznych wakacji na Islandii. Spędził je w otoczeniu żony, małego namiotu :) i 3 letniego synka. Da się? Inni usiedliby na kanapie i zasłaniali się wygodą dziecka. Błąd.
Powodzenia.

: 13 sie 2004, 08:20
autor: fish
To ja napiszę po swojemu i z Krzysiem się zgodzę. Jak będziesz niespełniona sama dla siebie to będą większe pokusy.
Druga sprawa to dziecko. Wiem, że jest jeszcze małe ale powinno mieć większy kontakt z rówieśnikami.
Mam taki przykład, że chłopak (7lat) nie jest zupełnie samodzielny. Wczesniej 4 h w zerówce, póxniej babcia, dziadek, ciocia itp. Rozpieszczony, że trudno wytrzymać. 3 tygonie temu uczyłem go jak dobrze zawiązać buty, itp. itd. Koszmar. Brak jakiejkolwiek samodzielności. Spanie z mamusią, mamusia kąpie. Po prostu tragedia. A mam inny przykład w postaci swojej córki, zaliczyła i żłobki i przedszkola i po szkole świetlicę. Wszystko potrafiła sama zrobić. I z tego jestem dumny. Oswoiła się z życiem. Ja teraz sobie nie wyobrażam jak on ma pojechać w przyszłym roku na kolonie, chyba sobie nie poradzi bo wszystko za niego robią. Całe szczeście, że ja się trochę za niego wzięłem i juz widać jakieś postępy.
Tak więc poszukaj pracy, miej kontakt z ludźmi - to będie tylko procentowało. Nie będziesz się tak czuła. A z dzidziusziem też uważaj. Wymagaj więcej samodzielności.

Ale na pewno wszystko będzie dobrze.

: 13 sie 2004, 08:31
autor: lorenzen
Gracja zapytała:
nigdy nie mieliście czy krok po kroku zanikała w Was ta umiejętność?

Ciężko mi to jednoznacznie stwierdzić, ale chyba od początku zdawałem sobie sprawę z tego, że tak może być - tylko wiesz, byłem pewien wiary i przekonania, że Ona będzie chciała i umiała się zmienić, że ja Jej w tym pomogę, będę opiekunem, przyjacielem i kochankiem zarazem. Nawine to było, jak mało co w moim życiu - rozbiłem się o własną niemoc i o Jej osobowość.
Jednym słowem - błąd już na samym początku :567: .

Co du sytuacji Sue, to w pełni zgadzam się z Fishem - poczucie niespełnienia ma zgubny wpływ na związek - wszystko jedno czy powoduje otwarcie się na pokusy świata zewnętrznego czy ucieczkę w samego siebie (tak było u mnie) i może droga Sue o tym pora porozmawiać z mężem.

Pozdr w piękny deszczowy poranek :564:

: 13 sie 2004, 08:40
autor: Imperator
Poza tym, cholernie mi brakuje dawnego życia. Nie, żebym się skarżyła, czy była niezadowolona, ale tęsknię do takich głupot jak choćby czosnek, czy piwo, zabaw ze znajomymi do białego rana i gadania o pierdołach mniejszych, czy większych. Tęsknię za lurowatą kawą z automatu na uczlni i ciekawymi wykładami, nauką do późna z przyjaciółką kończącą się gadaniem o facetach o 3 nad ranem.


Niestety. Pojawienie się "trzeciego" we wspólnym życiu, to całkowita odmiana. Mimo najszczerszych chęci, żeby "był jak dawniej" to tak nie będzie. Dziecko to jest dość ogromna odpowiedzialność. Mam znajomą, która mi się żaliła, że nie zwiedziła tego, nie wyszalała się dostatecznie, a teraz musi się opiekować dzieckiem. Oczywiście kocha go całym matczynym sercem ale gdzieś tam w środku pozostaje nostalgia za tym starym światem, w którym były imprezy, wycieczki, wypady na piwo, itp.

Wracając do początku wątku - moim zdaniem jego sprzeciw wynika trochę ze strachu przed tym, że może Cię stracić. Że może się popsuć między wami troszkę. Oddalicie się od siebie. Twój wolny czas i jego mogą się nie pokryć i wolne chwile będziecie spędzać samotnie, bo drugie będzie zajęte. Może nasłuchał się o tym, jak to kobiety chcą robić karierę za wszelką cenę i miłość zrzucają gdzies na niższą pozycję.

Niestety, zatrzymywanie na siłę w gniazdku nie jest dobrym rozwiązaniem...

: 13 sie 2004, 08:45
autor: fish
moim zdaniem jego sprzeciw wynika trochę ze strachu przed tym, że może Cię stracić


I to jest prawda. Teraz czuje, że jesteś od niego trochę uzależniona.
Moja obecna kobieta miała to samo ale podjęła "męską" decyzję i facetowi było bardzo głupio. Tylko ona podjęła bardziej zdecydowaną decyzję ale tam w gre wchodziły jeszcze inne sprawy.

: 13 sie 2004, 08:50
autor: Imperator
Tak a propos:
Ja byłem zazdrosny jak moja dziewczyna chciała iść na pielgrzymkę do Częstochowy, a ja nie mogłem. Trochę się bałem, że ją jakiś gach zbałamuci i odbije. Ale tylko trochę. :P Teraz się z tego śmieję. Nie poszła, bo też w końcu wyszło, że nie może.

Ja bym nie chciał, żeby moja kobieta siedziała w domu. Wychodzę z takiego założenia: Jak ma być moja, to będzie moja, czy będzie wychodzic codziennie do różnych ludzi czy też siedzieć w domu. Oraz jeśli będę się dostatecznie starał i mocno trzymał (ale bez trzymania na siłę :) ) to nie w głowie jej będą jakieś tam inne gachy. :D

: 13 sie 2004, 10:03
autor: natasza
Droga Sue,

mysle, ze on może być również rozżalony o to, że xałą sprawę ze studiami załatwiłaś za jego plecami, niepowiedziawszy mu o tym ani słowa, chociaż wcale Ci się nie dziwię ;) Kompromis to takie ładne słowo, może zacznijcie o nim częsciej rozmawiać, wyjaśniaj mu do skutku, że będziesz tylko i wyłacznie wtedy spełniona, gdy bedziesz mogła realizować włąsne cele, że udowodnisz mu, że dziecko na tym nie ucierpi, że jeszcze będzie z Ciebie dumny, życzę Ci powodzenia i dużo cierpliwości Wam obojgu, trzymaj sie mocno.

: 13 sie 2004, 11:46
autor: fish
I tak trzymać !!
Gratuluję dobrego samopoczucia !!

: 13 sie 2004, 15:04
autor: mrt
A dla mnie to kolejny dowód na to, że ludzie mają tendencje do organizowania sobie życia nie po kolei. Wiem, czasami tak wychodzi, ale przecież jakiś wpływ mamy na to, czy najpierw studia, czy najpierw cała reszta.
Mimo różnych wpadek życiowych, bardzo bym chciała, żeby u mnie jednak wszystko po kolei było. I nie sądzę, żebym miała doły z powodu braku studenckiego życia, kiedy dziecko będzie zasypiało mi na rękach. To samo dotyczy pracy, ale to może dlatego, że akurat moja praca nijak mi kolidować z domowym życiem nie będzie (tzw. prawie wolny zawód).
A męża to tylko pozazdrościć, że ma takie poglądy. I pzdr ciesząc się, że już lepiej :) Ech... Jak to dzieci łagodzą obyczaje. No i faceci, jak się postarają :)

: 14 sie 2004, 11:19
autor: taka_jedna
Ech... Jak to dzieci łagodzą obyczaje. No i faceci, jak się postarają


szkoda tylko że tak rzadko się starają :P

: 14 sie 2004, 16:10
autor: J-dub
Ja osobiscie pozwolilbym mojej zonie na podjcie pracy, w koncu ma do tego takie samo prawo jak ja. Nie rozumiem facetow ktorzy na sile probuja utrzymac kobiete w domu, bo niby po co to robic przeciez to naprawde nie ma sensu, kazdy w koncu
potrzebuje samorealizacji, rozwijania sie bez wzgledu na wiek. Jesli kobieta chce pracowac facet powinien zrobic wszystko zeby jej pomoc wesprzec ja, powiedziec dobre slowo ,w koncu to chyba powod do dumy widziec ze Twoja kobieta sama potrafi o siebie zadbac :)

: 15 sie 2004, 00:43
autor: Mysiorek
Już jest zdecydowanie lepiej Dzięki Wam wielkie!

A proszę, proszę... :one:
mogę sobie iść na te studia jak tak bardzo chcę, tylko żebym przy najbliższej okzazji oddała ojcu pieniądze

No...idealnie to rozegrane. I Sue... oddaj tą kasę. Zrobisz to dla Niego i dla Siebie.
Fajnie.

: 15 sie 2004, 12:25
autor: lizaa
najlepsze sa szczesliwe zakonczenia:)