Nienormalny jestem ?

Zagadnienia związane ze sferą uczuciową, a także z problemami dotyczącymi tematów miłosnych oraz kontaktów emocjonalnych z płcią przeciwną.

Moderator: modTeam

Sensible
Początkujący
Początkujący
Posty: 6
Rejestracja: 02 sie 2009, 03:08
Skąd: Daleko
Płeć:

Nienormalny jestem ?

Postautor: Sensible » 02 sie 2009, 03:57

Do rzeczy.
Jestem z partnerką 5 lat - mimo paru rozstań i tego że była jakiś czas z innym. Wróciliśmy do siebie pół roku temu. Ostatnimi czasy było między nami różnie ale raczej negatywnie. Oddaliliśmy się od siebie, lecz dalej spotykaliśmy się. Stało się to takim bardziej koleżeństwem niż związkiem ale formalnie to jeszcze był związek. Było to raczej bardziej z mojej winy niż z jej, bo szczerze mówiąc olewałem związek, spotykałem się jak miałem potrzebę seksualną, oraz żeby pójść na piwo i gadać o pierdołach. Wczoraj jej koleżanka (właściwie nasza wspólna) miała swój wieczór panieński. Puściłem ją bez obaw. No i dzisiaj nie wiem skąd ale przyszedł mi głupi pomysł żeby ją zapytać jak było na wieczorze panieńskim. Nie wiem również dlaczego (może przeczucie ?) zacząłem udawać, że wiem o tym jak się do jakiegoś tam faceta przytulała i całowali się. Najciekawsze jest to, że wszystko to była czysta improwizacja. Ciekawe jest to że na gg mi się przyznała do tego jak ją trochę pomęczyłem. Traf jak w totolotka.
I teraz meritum. Z punktu widzenia normalnych ludzi jest to zdrada. Z punktu widzenia mojego również. Aczkolwiek nie czuję się z tego powodu ani to ni jak, ani za bardzo zły nie jestem, ani nie płaczę, po prostu tak jakby nic się nie stało. Dziwne jest to że ją kocham bardzo i świata za nią nie widze, i uprzedzając pytania innych - z całą pewnością nie wydaje mi się, to nie jest przyzwyczajenie. Nawet jak się rozstaliśmy i miała innego to ja będąc z inną już dalej myślałem o niej i wróciliśmy do siebie. Zasmakowałem już zmian, miałem inną dziewuche a jednak dalej tęskniłem za nią. To nie jest przyzwyczajenie.
Spotkaliśmy się dzisiaj i rozmawialiśmy tak jak gdyby nic się nie zdarzyło. Jesteśmy już za starzy na tego typu szopki aby płakać i cuda na kiju sobie obiecywać. Zapytałem się dlaczego to mi odpowiedziała, że od dłuższego czasu nie czuła się osobą kochaną i zaniedbywaną więc dla niej oficjalne zakończenie związku to była tylko formalność, której nie dopełniła, wiem że z jednej strony jej zależy na mnie ale nie widzi przyszłości naszego związku i nie ma sił próbować naprawiać ze swojej strony relacji. Nie płakała nie udawała nic, nie broniła się w jakiś śmieszny sposób, nie udawała nawet że nawet strasznie tego żałuje tylko powiedziała, że zdaje sobie sprawe z tego co zrobiła, i że mogła to formalnie zakończyć tak aby nie było pretensji. Może mi to zrobiła na złość ? Może żebym troche otrzeźwiał ? Po części ją rozumiem bo ma piekło w domu zgotowane przez jej ojca. W związku z czym poczuła się wolna będąc na tym wieczorze panieńskim i doszło to doczego doszło. Tym bardziej łatwiej jej było to zrobić bo była pod wpływem alkoholu. Finał był taki, że po kilkugodzinnej szczerej rozmowie wyrzuciliśmy sobie to co w każdym siedziało, i dlaczego oboje się tak czuliśmy. Zaowocowalo to kompromisem i deklaracją celów zmian u mnie i niej, w celu budowania normalnych relacji takie jakie być powinny, bo szczerze mówiąc bardziej ja się przyznaję do zaniedbywań niż to miało miejsce u niej. Pozostaje po za tym problem odbudowania zaufania mojego do niej, ale myślę, że się wszystko da zrobić bo historia nie takie przypadki zna. Święty również nie jestem bo w przeszłości też potrafiłem spowodować to że straciła do mnie całkowite zaufanie. Pod koniec naszego spotkania dopiero się rozpłakała i powiedziała mi to, że w końcu się otworzyłem przed nią i zawsze chciała abym był taki otwarty i w końcu nauczył się rozmawiać o uczuciach i mówić to co mnie boli i mi nie pasuje, a nie dusić tego w sobie. To jest oczywiście fakt, bo w domu nie miałem miłości i nikt ze mną nie rozmawiał nigdy o takich rzeczach więc nauczyłem się dusić takie rzeczy w sobie, i wybucham dopiero w sytuacjach kryzysowych takich jak między innymi ta. Wiem, że z punktu widzenia partnera jest to denerwujące bo sprawia to, że druga osoba nie wie co komu tak naprawdę dolega i moze to odebrać tak jak ona to odebrała, czyli tego ze jej nie kocham i unikam choćby nawet z nią spotkań, nie mówiąc tutaj o pomocy w związku w różnych sprawach czego nie czyniłem tak jak czynić powinienem. Nie mówie tutaj jako osoba rozpaczająca, będąca pod wpływem emocji tylko normalnie jakbym miał dobry dzień, łudząca się Bóg wie czym itd.
Co Wy o tym sądzicie ? Nadaję się do leczenia psychiatrycznego czy jak ? Wiem, że jestem nienormalny bo mnie to co się stało praktycznie nie ruszyło, a powinienem tutaj lamentować i wylewać swoje frustracje, oraz z punktu widzenia logiki powinienem ją kopnąć w środek dupy. A tak nie jest, wręcz przeciwnie - jestem spokojny nie myśle intensywnie o tym co się stało, nie jestem w stanie zobojętnienia i nie zadaje sobie pytań co dalej. Zaraz pewno powiecie, że człowiek, który naprawdę kogoś kocha to by teraz przeżywał wewnętrzne piekło i ryczał na klawiaturę, lecz ja z całą pewnością ją kocham i nie próbujcie mi wmówić, że jest inaczej :) W przeszłości to owszem lamentowałem i przeżywałem wewnętrzne piekło, ale teraz jest zupełnie inaczej - czego ja sam nie rozumie. Pytam tutaj na forum tak z ciekawości, bo może historia zna takie przypadki jak ja. Myślę, że jej naprawdę zależy na mnie bo po co by ze mną rozmawiała i chciała by dalej tworzyć ten związek ? Dla jaj czy czego innego ? Bo fajnie jest sobie na piwo chodzić ? Przecież na piwo może z innym latać i dupy dawać też może innemu, ładniejszemu, bogatszemu ode mnie, a jednak chce coś dalej ze mną tworzyć. Tego też nie rozumiem, ale tłumaczę sobie tym, ze po tej rozmowie, po tym że sie otworzyłem zobaczyła jakieś perspektywy dalszego związku i jednak pozostaje przy mnie nie szukając sobie innego. Nie sądze, żeby to była także wygoda, bo wygody ona nie miała przy takiej sytuacji ze mną ani ja również. Myślę, że ma jeszcze tli się w niej uczucie, które miało prawo dość mocno wygasnąć ale jeszcze nie zagasło. A może mi się wydaje i ma jakiś inny plan/scenariusz ?
Piszcie co sądzicie na ten temat, bo jestem strasznie ciekaw. Tylko proszę Was bardzo o to abyście nie pisali opini w stylu "jesteś nienormalny idź się lecz" oraz "ja bym ją kopnął w dupę". Jak już to proszę o rozbudowane wypowiedzi bo nie chcę w tym temacie ankiety tylko taką z prawdziwego zdarzenia dyskusję. Jak już macie pisać o tym o czym pisałem przed chwilą to chociaż napiszcie uzasadnienie do tego.
To chyba tyle w temacie.
matti84
Zaglądający
Zaglądający
Posty: 12
Rejestracja: 06 gru 2008, 09:35
Skąd: krotoszyn
Płeć:

Postautor: matti84 » 02 sie 2009, 08:40

Czy jesteś nienormalny?W moim przekonaniu nie. CO do tego czy to miłość?Z jednej strony może być jednak z drugiej wygląda to dziwnie.Niby sie mówi ze kto sie czubi ten sie lubi ale w praktyce nie jest tak różowo.Mialem podobny przypadek jak Różnica polegała na tym,że ja wierząc ze ona sie zmieni coraz bardziej sie w niej zakochiwałem.Jednak pewnego dnia okazało się to złudą i ...cóż o mało mi serce nie pękło.Chciałem ze sobą skończyć i byłem blisko.Jednak dzięki paru rzeczom uświadomilem sobie ze nie ma sensu tego robić.Postanowiłem wtedy odpocząć od jakichkolwiek związków.Dzis jestem dwa lata po śłubie i jestem szczesliwy z inną.Nie jest idealnie bo w kazdym zwiazku zdarzają sie zgrzyty ale mamy oparcie w najtrudniejszych dla siebie sytuacjach.Trudno CI coś doradzić.Moze poczekaj trochę i zobacz jak sie rozwinie sytuacja.Jeśli nic się nie zmieni-odpuść sobie i pozwól temu co czujesz umrzec...szkoda życia na ciągłe zamartwianie się,podejrzenia i domysły czy jest uczciwa
Awatar użytkownika
ksiezycowka
Weteran
Weteran
Posty: 12688
Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
Skąd: Wawa
Płeć:

Postautor: ksiezycowka » 02 sie 2009, 12:39

Tu nie ma miłości jak dla mnie, a całość nie jest warta większych rozważań, bo i tak się skończy. Kwestia poznania naprawdę wartościowej osoby trzeciej (czy przez Ciebie czy przez nią) i wtedy będzie już koniec. Z braku laku można i takie coś ciągnąć, skoro już trwa i trwa. Ale związek to nijak nie jest. Ot powiedziałabym, że to friends with benefits ;)
FrankFarmer

Postautor: FrankFarmer » 02 sie 2009, 12:59

Sensible pisze:Tylko proszę Was bardzo o to abyście nie pisali opini w stylu "ja bym ją kopnął w dupę"

No to ładny knebelek dałeś sporej grupie stałych bywalców, którzy właśnie w takim stylu piszą. <diabel>

Podobno bez zazdrości nie ma miłości - to raz, ale na pewno to cię nie przekona.
Wydaje ci się, że kochasz i nie ma co tego negować, tylko chcę zwrócić uwagę na coś takiego: ja mam za oknem słońce i wydaje mi się, że wszędzie na świecie jest w takim razie słońce. Czy mam racje? Gdybym poleciał teraz do Chile to bym się przekonał dopiero wtedy. Czyli ty i (na razie hipottycznie) ona nie przekonałeś i nie chcesz dopuścić możliwości, że istnieją fajniejsze relacje niż to, co macie. W ten sposób pokazałem ci, że to jest przyzwyczajenie (5 lat kupa czasu - nie ma co się dziwić).

A teraz fenomen dlaczego to tyle trwa:

Sensible pisze:A może mi się wydaje i ma jakiś inny plan/scenariusz ?

Kwestia charakteru. Dziewczyna jest bardzo słaba psychicznie i raczej jej wielką miłością nie ma co tego tłumaczyć. Scenariusz pewnie ma - przecież myślała o formalnym zakończeniu, ale jest słabiutka (kwestia ojca) i z jakichś powodów faceci ją biorą tylko na chwile.

Dla kontrastu, jak to bywa gdy dziewczyna jest silna i potrafi zrealizowac swój ukryty scenariusz a facet w przeciwieństwie do ciebie sie stara jak w bajce, przypomniał mi się tutaj mój własny przykład z przeszłości:

http://agnieszka.com.pl/forum_php/viewt ... sc&start=0

FrankFarmer pisze:Na wakacje pojechałem do niej na drugi koniec Polski - jako prezent niespodzianka, później niczym rycerz ocaliłem ją od wielkiego niebezpieczeństwa. Zostalismy parą. Związek trwał niecałe 2 lata, wiele wiele wspaniałych chwil, maksymalna bliskość, setki miłosnych wyznań z obu stron. Odeszła do innego w ciągu 2 tygodni mojej nieobecności.
Stormy

Postautor: Stormy » 02 sie 2009, 13:14

Jakbyś ją kochał to byś jej nie traktował jak seksualnej zabawki, ktora mozesz odstawić na polke i wziać kiedy masz ochotę .
Jak jest miłośc to są i emocje, a tu jakoś ich brak.
Frank ma racje, u was to to słoneczko słabiutko grzeje...

Zaintrygował mnie fragment o waszej dorosłości o której to świadczy ten brak emocji ponoć:
Jesteśmy już za starzy na tego typu szopki aby płakać i cuda na kiju sobie obiecywać

ile macie lat? tak dla statystyki pytam :)
Awatar użytkownika
Hyhy
Weteran
Weteran
Posty: 2611
Rejestracja: 29 mar 2004, 01:41
Skąd: Warszawa
Płeć:

Postautor: Hyhy » 04 sie 2009, 18:50

Roznie ludzie reaguja w roznych sytuacjach, niby zupelnie maja w dupie swoja polowke, olewajac ja, non stop jest miedzy nimi zle, sami pozwalaja sobie na inne rzeczy, nie do konca "fair" wobec tej polowki a jak przycodzi co do czego to maja pretensje do nowego faceta/kobiety tej polowki albo do polowki ze sie zdecydowala na seks i jakas forme wiezi z kims innym, tylko nie do siebie.

Tak to widze:) Mialem taka sytuacje tylko JA bylem tym kims innym.
"Jest taka cierpienia granica, za ktora sie usmiech pogodny zaczyna...Hyhy "

hyhy e(L)o :)
Sensible
Początkujący
Początkujący
Posty: 6
Rejestracja: 02 sie 2009, 03:08
Skąd: Daleko
Płeć:

Postautor: Sensible » 09 sie 2009, 00:04

Emocje trochę opadły, rozmawiałem z nią dzisiaj i doszliśmy do pewnego kompromisu. Powiedziałem jej już wszystko co mi leżało na sercu i jasno i klarownie określiłem to co chcę zrobić i jak ja to widzę. Pozwoliła mi się starać, lecz nic mi nie obiecywała. Rozmawialiśmy szczerze, i powiedziała, że mogę się starać odzyskać to utracone uczucie, lecz sama nie wie jaki efekt to da i nie chce mi robić żadnej nadzieji. Ja jeszcze nie straciłem nadzieji i wierzę, że pomalutku powolutku jak będę pracował nad tym i dam jej to co zaniedbywałem wcześniej to uczucie samo przyjdzie. Poprzednie rozmowy z jej strony były raczej przez pryzmat żalu i złości połączonej zarazem z zobojętnieniem, lecz ta była zupełnie inna. Określiliśmy jasno nasze cele i wszystkie warunki kompromisu.
Zastanawiam się tylko, czy ona rzeczywiście chce takiego układu, czy tylko robi to na odczep się. Żyję teraz w niepewności, ale mimo wszystko staram się pracować nad tym. Wiem, że tutaj najważniejszy jest teraz czas i szczere zaangażowanie, lecz tak jak wspomniałem uczucie niepewności co do tego kompromisu strasznie mnie dobija. A może ma tylko chwilowe załamanie nerwowe i to kwestia tylko czasu, żeby to się wyklarowało ? Co o tym sądzicie ?
FrankFarmer

Postautor: FrankFarmer » 09 sie 2009, 00:48

Sensible pisze:Pozwoliła mi się starać

Odnosząc się do mojej wcześniejszej uwagi na temat jej słabości psychicznej... czyżby sytuacja własnie zaczęła ulegać diametralnej zmianie? :D
Sensible
Początkujący
Początkujący
Posty: 6
Rejestracja: 02 sie 2009, 03:08
Skąd: Daleko
Płeć:

Postautor: Sensible » 09 sie 2009, 01:04

FrankFarmer pisze:
Sensible pisze:Pozwoliła mi się starać

Odnosząc się do mojej wcześniejszej uwagi na temat jej słabości psychicznej... czyżby sytuacja własnie zaczęła ulegać diametralnej zmianie? :D
Nie wiem, naprawdę nie wiem. Z jednej strony czuję, że mówiła to szczerze, lecz z drugiej strony mam taki niepokój, że niby to tylko na odczep się.

[ Dodano: 2009-08-12, 19:34 ]
Dobra sytuacja się już wyklarowała. Pozbyłem się złudzeń i to już definitywny koniec. Znalazła sobie innego do towarzystwa.
Dziękuję za odpowiedzi.

Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: jackkix, jackPlup i 354 gości